Emmanuela Macrona poniosły ambicje, czy może trzeźwa ocena sytuacji geopolitycznej? Francuski prezydent zdecydowanie naciska na wysłanie wojsk na Ukrainę, co staje się tematem gorących debat na najbardziej zamkniętych korytarzach władzy. Czy Paryż okaże się pionierem nowej, militarnej epoki w relacjach z Kijowem, czy to polityczne samobójstwo? Sprawdzamy, co działo się za zamkniętymi drzwiami paryskiego parlamentu.

Macron stawia wszystko na jedną kartę u deputowanych. Spotkanie, które wstrząsa polityczną sceną
Prezydent Francji, Emmanuel Macron, prowadzi intensywną kampanię mającą na celu zdobycie poparcia dla wysłania francuskich żołnierzy na Ukrainę. To nie są już tylko dyplomatyczne szachy na salonach – to bezpośrednia próba przekonania krajowego establishmentu politycznego. Jak donosi prestiżowy dziennik „Le Monde”, w czwartek odbyło się kluczowe spotkanie z przedstawicielami wszystkich sił politycznych, co samo w sobie jest sygnałem wagi, jaką Macron przywiązuje do tej kwestii.
W spotkaniu, które odbyło się za zamkniętymi drzwiami, z prezydentem uczestniczyli ministrowie: szefowa sił zbrojnych Catherine Vautrin oraz dowódca generał Fabien Mandon. Nie było taryfy ulgowej. Obecni byli nie tylko szefowie partii i przewodniczący komisji obrony i spraw zagranicznych, ale również strażnicy porządku legislacyjnego – przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, Yael Braun-Pivet, i Senatu, Gerard Larcher. Co ciekawe, na wezwanie Macrona stawiły się nawet najbardziej sceptyczne ugrupowania.
Kto się stawił? Od LFI po RN – cała polityczna mozaika Francji
Najbardziej intrygujący w tym wszystkim jest fakt, że na spotkaniu pojawili się reprezentanci formacji notorycznie sprzeciwiających się głębszemu zaangażowaniu Francji w konflikt. Mowa tu o skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) oraz skrajnie prawicowym Zjednoczeniu Narodowym (RN). To pokazuje, że Macronowi zależało na ucięciu spekulacji i przedstawieniu „twardych” faktów, nawet tym najbardziej nieprzejednanym krytykom.
Prezydent wykorzystał okazję, aby omówić z parlamentarzystami kwestię gwarancji bezpieczeństwa oferowanych Ukrainie przez europejskich sojuszników – temat ten był kluczowy już podczas paryskiego szczytu „koalicji chętnych”. Osoby z otoczenia Emmanuela Macrona zdradziły, że celem było przekazanie deputowanym „poufnych szczegółów” dotyczących ewentualnego udziału Francji. Chodziło o uświadomienie wszystkim, „jaka jest stawka” tego przedsięwzięcia. Macron argumentował, że kluczowym przełomem jest „poparcie” Stanów Zjednoczonych dla europejskich gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. Co istotne, zapewnia, że francuski kontyngent miałby operować „z dala od frontu” – co jest klasycznym eufemizmem, zawsze budzącym sceptycyzm.
Czy Francja wysyła 6000 żołnierzy i co na to opozycja?
Oczywiście, dyskusja nie mogła przebiegać bez konkretnych liczb, a te potrafią mrozić krew w żyłach. Mathilde Panot, szefowa klubu LFI, rzuciła zaraz po spotkaniu sensacyjną informację: Paryż może wysłać na Ukrainę nawet „6000 francuskich żołnierzy”. Czy to tylko straszenie, czy realna projekcja sił?
„Le Monde” odnotowuje, że co do zasady, „nikt z obecnych nie sprzeciwił się planowi przedstawionemu przez szefa państwa”. To brzmi jak sukces, ale diabeł tkwi w szczegółach. Deputowani LFI i RN zgłosili poważne zastrzeżenia, koncentrując się na kwestii wiarygodności sojuszników. Ich główny zarzut to brak możliwości polegania na obietnicach USA w przypadku eskalacji. Panot była bezkompromisowa, stwierdzając wprost: „Nie ma żadnego powodu, by zaufać Donaldowi Trumpowi”. Dodatkowo, skrajna lewica uważa, że żołnierzy nie można wysłać bez formalnego mandatu Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Z drugiej strony barykady, konserwatyści, reprezentowani przez Jeana-Louisa Thieriota z partii Republikanie (LR), podważyli sens wymogu ONZ. Thierot argumentował, że mandat ONZ jest zasadny, gdy interweniujesz w kraju, który cię nie chce, ale tutaj mowa by była o działaniu na wyraźną prośbę strony ukraińskiej. Ta subtelna różnica w interpretacji prawa międzynarodowego tylko komplikuje sytuację. Niektórzy obserwatorzy sugerują, że cała ta koalicja chętnych może być próbą stworzenia alternatywy dla, być może niewystarczająco szybkiego, mechanizmu NATO.