Zagrożenie dla systemu, czyli dlaczego urzędowy stempel jest coraz trudniej dostępny? Sytuacja z lekarzami orzecznikami w ZUS to nie przelewki – to realny problem proceduralny, który dotyka każdego, kto potrzebuje potwierdzenia niezdolności do pracy. Liczby nie kłamią, a spadająca wydajność systemu budzi poważne obawy o przyszłość zwolnień lekarskich i zasiłków.

Kryzys na horyzoncie: Mniej orzeczników, mniej decyzji
System orzecznictwa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych napotyka na coraz poważniejsze trudności kadrowe, co bezpośrednio przekłada się na wyniki pracy. Raport ZUS za rok 2024 jasno pokazuje ten niepokojący trend: lekarze orzecznicy wydali łącznie 1 139 600 orzeczeń. Choć ta liczba może wydawać się imponująca, stanowi spadek o 3,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Co gorsza, drastycznie maleje liczba kontroli prawidłowości orzekania o czasowej niezdolności do pracy – tutaj odnotowano obniżkę aż o 6,7 procent!
Dlaczego tak się dzieje? Eksperci nie mają wątpliwości, że sedno problemu leży w kurczącej się kadrze orzeczników. Jak tłumaczy Łukasz Kozłowski, „jest to grupa zaawansowana wiekowo i siłą rzeczy z roku na rok jest ich coraz mniej. A nowi nie garną się do pracy w ZUS”. Powód jest prozaiczny, choć dla systemu bolesny: wynagrodzenie oferowane przez ZUS jest niekonkurencyjne. Inne placówki medyczne oferują „znacznie korzystniejsze” warunki finansowe. W efekcie system orzecznictwa traci swoje kluczowe zasoby. W praktyce oznacza to, że weryfikacja już wydanych orzeczeń, zwłaszcza dotyczących zasiłków chorobowych, staje się rzadsza, a działania koncentrują się głównie na obsłudze nowych przypadków.
Czy Sejmowa nowelizacja to remedium na bolączki ZUS?
Wobec narastających problemów, przed parlamentem znalazła się nowelizacja przepisów mająca na celu ustabilizowanie i usprawnienie całego procesu orzekania. Zdaniem ekspertów, ta planowana zmiana może „nieco poprawić sytuację”. Ale co konkretnie ma zostać zmienione, by zatrzymać odpływ kadr i zwiększyć efektywność?
Zasadnicze zmiany dotyczą kwalifikacji osób uprawnionych do orzekania. Zaplanowano wprowadzenie możliwości wydawania orzeczeń w ściśle określonych rodzajach spraw przez specjalistów posiadających „samodzielne zawody medyczne”. To otwarcie drogi dla większej grupy profesjonalistów, którzy dotychczas mogli być wykluczeni z tego typu działań.
Kolejnym kluczowym elementem jest rewolucja w kwestiach formalnych zatrudnienia. Dotychczas orzecznicy związani byli głównie umową o pracę. Nowe przepisy mają wprowadzić „elastyczne formy współpracy stosowane w praktyce przez podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych”. Oznacza to, że lekarze będą mogli pracować na podstawie nie tylko umowy o pracę, ale także na przykład na umowie o świadczenie usług. To krok w stronę unowocześnienia modelu współpracy, który powinien być atrakcyjniejszy dla specjalistów.
Pieniądze i elastyczność – czyli jak przyciągnąć orzeczników z powrotem?
Kluczowym argumentem za odejściem z ZUS były niskie stawki. Wydaje się, że ustawodawca to dostrzegł, ponieważ zmiany obejmują również sferę finansową. Jak dodaje Łukasz Kozłowski, „Zmiany zakładają też, że ZUS będzie mógł oferować bardziej rynkową stawkę chętnym do pracy orzecznikom”. Wprowadzenie możliwości negocjowania bliższych rynkowym wynagrodzeń, w połączeniu z większą elastycznością co do formy zatrudnienia, ma stworzyć pakiet zachęt trudny do zignorowania.
To posunięcie ma podwójny efekt. Po pierwsze, powinno zatrzymać obecnych specjalistów i zachęcić nowych do dołączenia do grona orzeczników. Po drugie, jak wierzy ekspert, „to wszystko razem wzięte powinno spowodować polepszenie funkcjonowania systemu orzecznictwa”. A to, niestety, wiąże się też z przyspieszeniem wydawania potrzebnych orzeczeń, co jest obecnie odczuwalnym mankamentem dla ubezpieczonych. Czy te reformy okażą się wystarczająco mocnym magnesem, by odwrócić trend kurczenia się kadr i przywrócić sprawność urzędniczej machinie orzekającej? Czas pokaże, ale na razie system liczy każdą złotą godzinę pracy lekarza.