Nadchodzi starcie gigantów Ligi Narodów, a polska kadra mierzy się z historyczną klątwą! Czy wizja Marka Koźmińskiego odnośnie spotkania z Holandią, pełna kontuzji i wyzwań, ma szansę na radosne zakończenie? Przygotujcie się na analizę defensywnych dylematów Jana Urbana i ocenę realiów, w jakich Biało-Czerwoni podejdą do walki o dumę kibiców.

Mecz bez presji, czy festiwal defensywnych łamigłówek?
Marek Koźmiński, były reprezentant Polski i wiceprezes PZPN, jasno określa atmosferę towarzyszącą najbliższemu starciu: „Taki mecz jak ten z Holandią to największa frajda dla piłkarzy: wielki rywal, 55 tys. fanów na trybunach i gra bez presji”. Brzmi idyllicznie, prawda? Niestety, ta sportowa frajda szybko ustępuje miejsca zimnej kalkulacji związanej z realiami kadrowymi. Koźmiński zaznacza, że prawdziwa presja dopiero nadejdzie w marcowych barażach o mundial, ale to nie znaczy, że starcie z Oranje można potraktować treningowo. Selekcjoner Jan Urban staje przed nie lada wyzwaniem, zmuszonym do radykalnej przebudowy formacji.
Kluczowe pytania wiszą w powietrzu, a Koźmiński wymienia najbardziej newralgiczne punkty: na którego bramkarza powinien postawić Jan Urban; jak zastąpić w obronie Jana Bednarka i Przemysława Wiśniewskiego; kto za Bartosza Slisza w pomocy; kto obok Roberta Lewandowskiego w ataku; jak zagrać, by kibice w piątkowy wieczór byli z reprezentacji dumni. W centrum tej deficytowej układanki znajduje się obrona.
Piłkarskie fatum i kontuzje dziesiątkujące defensywę
Pytanie o historyczny impas jest trudne, ale konieczne. Dariusz Wołowski zapytał wprost: „Od 46 lat polscy piłkarze nie wygrali z Holandią. Dlaczego miałoby się to wydarzyć 14 listopada w Warszawie?”. Marek Koźmiński nie owija w bawełnę, wskazując Oranje jako statystycznie jednego z najtrudniejszych rywali, zaraz obok Niemców i Anglików.
„Patrząc na statystyki, można stwierdzić, że należą do nich także Holendrzy. 14 meczów bez zwycięstwa od 1979 roku, prawie pół wieku oczekiwania na nie.”
Jednakże, jak dodaje Koźmiński entuzjastycznie, trzeba próbować. Optymizm zostaje jednak natychmiast temperowany przez bieżące problemy. Zgrupowanie rozpoczęło się pod znakiem fatalnych wieści. Największym ciosem są kontuzje.
„Nie dość, że Jan Urban ma w kadrze piłkarzy o niższym potencjale, to jeszcze przed zgrupowaniem spadały na niego same złe wiadomości. Kontuzje stopera Jana Bednarka i bramkarza Łukasza Skorupskiego zmuszają selekcjonera do przebudowania całej gry defensywnej.”
To właśnie na solidnej defensywie, która teraz musi zostać złożona na nowo niczym skomplikowany model LEGO, Koźmiński upatruje szansy na dobry wynik. Jeżeli Urbanowi uda się zaskakująco zgrać nowy kręgosłup obronny, może uda się zneutralizować potencjał ofensywny rywala.
Kto zastąpi luki i czy Lewandowski może liczyć na wsparcie?
Skoro panuje chaos w okopach (czyli w obronie), to naturalnie pytania przenoszą się do środka pola i ataku. Kto ma zrekompensować brak Slisza i jak zorganizować pomoc tak, by Robert Lewandowski nie musiał walczyć samotnie przeciwko całej armii holenderskich defensorów? To są te niuanse taktyczne, które decydują o tym, czy kibice będą dumni, czy może spędzą piątkowy wieczór przed telewizorami w głębokim poczuciu sportowego rozczarowania.
Fakt, że Jan Urban dysponuje zawodnikami o potencjalnie niższym kalibrze niż oczekiwano, wywraca do góry nogami dotychczasowe plany. Mecz z Holandią, choć pozbawiony presji punktowej, staje się poligonem doświadczalnym, ale jednocześnie rywalem o potężnej renomie. Wygrana z tak utytułowanym przeciwnikiem, pomimo wszystkich przeciwności, podniosłaby morale kadry na najbliższe miesiące w sposób, którego nie dałoby się osiągnąć żadnym treningiem czy spotkaniem z teoretycznie słabszym przeciwnikiem. Ostatecznie, to właśnie w takich momentach weryfikuje się charakter drużyny, nawet jeśli na papierze jesteśmy skazywani na porażkę.