Wyobraź sobie miliony ludzi mieszkających w kosmosie za dwie dekady – wizja Jeffa Bezosa brzmi kusząco, ale czy na pewno? Założyciel Amazon i Blue Origin prorokuje ucieczkę przed robotami, które przejmą brudną robotę. Tymczasem Will Bruey z Varda Space Industries twierdzi, że taniej będzie wysłać zwykłego robotnika na miesiąc w orbitę niż budować lepsze maszyny. Pytanie brzmi: kto i za jakie pieniądze będzie tym pionierem gwiazd?
Robotnicy zamiast robotów – kusząca, ale ryzykowna wizja
Na konferencji TechCrunch Disrupt w San Francisco Will Bruey rzucił bombę: w ciągu 15-20 lat wysyłka „working-class human” na miesiąc w kosmos będzie tańsza niż rozwój zaawansowanych maszyn. Bezos marzy o robotach przejmujących harówkę, ale Bruey widzi w tym oszczędność na ludzkiej sile. Publiczność techowych entuzjastów nie mrugnęła okiem, ale ja się zadumałem. Kto dokładnie miałby tam pracować? I w jakich warunkach?
Rozmawiałem z Mary-Jane Rubenstein, dziekanem nauk społecznych na Wesleyan University i autorką książki Worlds Without End. Specjalistka od etyki ekspansji kosmicznej nie owija w bawełnę.
„Workers already have a hard enough time on Earth paying their bills and keeping themselves safe . . . and insured. And that dependence on our employers only increases dramatically when one is dependent on one’s employer not just for a paycheck and sometimes for health care, but also for basic access, to food and to water – and also to air.”
W kosmosie nie ma romantycznych krajobrazów – brak oceanów, gór czy śpiewu ptaków. To surowe, wrogie środowisko. „Not nice up there – it is not nice at all”, podkreśla Rubenstein. Pracownik zależny od firmy nie tylko o pensję czy ubezpieczenie, ale o tlen i wodę? To recepta na totalną dysproporcję sił. Na Ziemi walka o prawa pracownicze jest trudna; w próżni – niewyobrażalna.
Szara strefa kosmicznego prawa – kto weźmie księżyc?
Tu wchodzimy w prawny labirynt. Traktat o kosmosie z 1967 roku zakazuje roszczeń suwerenności nad ciałami niebieskimi – Księżyc, Mars czy asteroidy należą do całej ludzkości. Ale w 2015 roku USA przyjęły Commercial Space Launch Competitiveness Act: nie możesz mieć Księżyca, ale możesz wydobywać i przywłaszczać zasoby. Dolina Krzemowa oszalała z zachwytu. AstroForge poluje na asteroidy, Interlune chce helu-3 z Księżyca. To nie odnawialne surowce – kto pierwszy, ten lepszy.
Rubenstein ma trafną analogię:
„It’s more like saying you can’t own the house, but you can have the floorboards and the beams. Because the stuff that is in the moon is the moon. There’s no difference between the stuff the moon contains and the moon itself.”
Reakcje międzynarodowe? Rosja nazwała to naruszeniem prawa, Belgia ostrzegała przed nierównościami. USA odpowiedziało Artemis Accords w 2020 – umowy bilateralne z sojusznikami, które omijają zakaz „narodowego przywłaszczenia”. 60 sygnatariuszy, ale bez Rosji i Chin. „This is one of those instances of the U.S. setting rules and then asking other people to join in or be left out”, komentuje Rubenstein. Proponuje oddanie kontroli ONZ i COPUOS, plus zniesienie Wolf Amendment blokującego współpracę z Chinami.
A jej riposta na sceptyków?
„We’re talking about an industry that is saying things like, ‘It’ll totally be possible to house thousands of people in a space hotel,’ or ‘It’ll be possible within 10 years to ship a million people to Mars, where there’s no air and where the radioactivity will give you cancer in a second and where your blood will boil and your face will fall off. If it’s possible to imagine doing those things, I think it is possible to imagine the U.S. talking to China.”
Podbój czy etyczna alternatywa – co z science fiction?
Rubenstein dzieli sci-fi na trzy nurty: podbój w imię państwa czy kapitału (jak kolonializm), dystopie jako ostrzeżenia (które tech-firmy czasem realizują dosłownie) i spekulatywną fikcję budującą sprawiedliwe społeczeństwa. Aktualny trend? Pełen podbój – Księżyc jako „cosmic gas station”, wydobycie asteroid, broń w orbicie. „Real missed opportunity”, wzdycha badaczka.
Szansą na zmianę? Regulacje środowiskowe – emisje rakiet niszczą ozon, a ponad 40 tysięcy obiektów w orbicie grozi efektem Kesslera, blokadą kosmosu przez śmieci. „Space garbage is bad for everybody”. Planuje coroczną konferencję z naukowcami, NASA i biznesem na etyczny rozwój. Ale z propozycją trwałego Wolf Amendment w Kongresie? Szanse marne. Brueyowska wizja robotników w kosmosie wisi w eterze – nierozwiązana.