Decyzja w sprawie nowego polskiego okrętu podwodnego zawiśnie na włosku i… koreańskim sznurku, a termin goni. Rząd ma wybrać jednego z sześciu oferentów do końca listopada, a stawka, mowa o programie Orka, jest potężna. Czy Korea Południowa, z modelem KSS-III Batch 2, jest gotowa zaoferować Polsce nie tylko stal i technologię, ale i skok cywilizacyjny? Rozmawialiśmy o tym z koreańskimi dyplomatami, którzy zdecydowanie mają argumenty mocniejsze niż europejska konkurencja.

Koreańska łódź podwodna: zweryfikowana jakość kontra zachodnie obietnice
Kiedy w grę wchodzi bezpieczeństwo narodowe, obietnice brzmią pusto, a liczą się twarde fakty. Podczas Konferencji Współpracy Przemysłu Obronnego Korea–Polska, wiceminister obrony narodowej Jong Dae Won nie owijał w bawełnę, wyjaśniając, dlaczego propozycja Hanwha Ocean, czyli okręty typu KSS-III Batch 2, zasługuje na szczególną uwagę. Dlaczego koreańska konstrukcja miałaby być lepsza od europejskich odpowiedników? Odpowiedź jest prosta: one już pływają i walczą.
Jak podkreślił wiceminister Jong Dae Won, ich jakość i możliwości zostały w pełni zweryfikowane – są eksploatowane w realnym środowisku operacyjnym i odpowiadają na zagrożenie ze strony Korei Północnej.
Korea, z racji swojego położenia otoczonego morzami z trzech stron, zdobywała unikalne, nieustannie aktualizowane doświadczenie w zróżnicowanych warunkach. Te okręty to nie prototypy z papieru, to jednostki, które przechodzą chrzest bojowy na co dzień. Technologicznie, KSS-III Batch 2 w niczym nie ustępuje rywalom. Mamy tu hybrydowy system napędowy oparty na bateriach litowo-jonowych oraz kluczowy system AIP (Air Independent Propulsion). Ale to nie wszystko. Wiceminister wskazał na dwie kardynalne przewagi. Po pierwsze: niezrównana zdolność do długotrwałego przebywania w zanurzeniu wśród jednostek o napędzie dieselowsko-elektrycznym. Po drugie, i to jest absolutny hit dla suwerenności: zastosowanie krajowych sonarów i systemów walki. To oznacza dla Polski uwolnienie się od kłopotów logistycznych i politycznych, jakie generuje uzależnienie od zagranicznych dostawców sprzętu krytycznego. Do tego dochodzi kompletny pakiet uzbrojenia dostarczany in-pack.
Transfer technologii: budowanie polskiego DNA okrętowego
Zakup okrętu to jedna sprawa, ale budowanie własnych zdolności produkcyjnych i serwisowych to zupełnie inna liga. Tu Hanwha Ocean wydaje się być o krok przed konkurencją, oferując coś, co dla Warszawy powinno być warte więcej niż sama stal kadłuba. Mowa o szerokim transferze wiedzy, mającym ustanowić w Polsce pełne zdolności w zakresie obsługi, napraw i remontów (MRO) koreańskich łodzi podwodnych.
Wiceminister Jong Dae Won doskonale rozumie pułapki polegania na obcych systemach. Sam przyznał: > „Dobrze pamiętam, jak trudne było dla nas poleganie na zagranicznych systemach uzbrojenia. Rozumiemy, jak frustrujące jest inwestowanie ogromnych środków w system uzbrojenia, który następnie zostaje uziemiony z powodu problemów logistycznych”.
Dlatego fundamentem oferty jest zapewnienie, że polski podmiot będzie w stanie samodzielnie utrzymać operacyjność systemu. Biorąc pod uwagę niesamowitą złożoność nowoczesnego okrętu podwodnego, ten transfer wiedzy i technologii ma szansę zdynamizować nie tylko przemysł stoczniowy, ale i całe polskie biura projektowe. Co znamienne, Korea planuje wsparcie tej transformacji finansowo, oferując inwestycję 100 milionów dolarów oraz fundusz kompensacyjny na lokalne projekty B+R i szkolenie kadr. To jest realne partnerstwo, a nie tylko transakcja.
Wyrównanie szans: okręt dla Marynarki Wojennej RP i pakiety szkoleniowe
Jednym z najpilniejszych problemów Marynarki Wojennej RP jest starzejący się i coraz bardziej problematyczny w utrzymaniu ORP Orzeł. Jak Korea mogłaby pomóc w tej trudnej fazie przejściowej? Ambasador Joon Youl Tae i wiceminister Jong Dae Won przedstawili konkretną propozycję.
Jeśli polski wybór padnie na Seul, istnieje realna perspektywa przekazania Polsce jednego ze starszych, ale wciąż operacyjnych okrętów z koreańskiej floty, która notabene jest drugą największą flotą konwencjonalnych okrętów podwodnych na świecie. To szansa na zyskanie bojowej jednostki znacznie młodszej niż 40-letni Orzeł. Co więcej, ten gap-filler mógłby wejść do służby w polskiej Marynarce Wojennej już w 2027 roku, pod warunkiem podpisania głównego kontraktu w 2026 roku. Krótko mówiąc, polscy marynarze mogliby uczyć się na żywym, sprawdzonym sprzęcie niemal natychmiast.
Jong Dae Won zapewnił również o kompleksowym modelu szkolenia: > „Hanwha zapewni szkolenia techniczne w zakresie obsługi, serwisu i logistyki, a nasza marynarka podzieli się doświadczeniem w operacyjnym wykorzystaniu okrętów”.
Dodając do tego wsparcie finansowe – realizowane na podobnej zasadzie, jak w głośnych kontraktach na czołgi K2 – oferta koreańska jawi się jako próba replikacji sukcesu, jaki Korea osiągnęła, przechodząc od importera technologii do światowego lidera. Polska może teraz podążać tą samą ścieżką, inwestując w ludzi i przemysł z myślą o strategicznej autonomii morskiej.