Koniec pewnej epoki w amerykańskiej polityce. Nancy Pelosi, jedna z najpotężniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci ostatnich dekad, ogłosiła, że nie będzie ubiegać się o reelekcję. Po blisko 40 latach w Kongresie pozostawia po sobie spuściznę pełną legislacyjnych triumfów, ostrych starć i pytań o gigantyczny majątek, który zgromadziła, będąc na publicznym stanowisku.

Żegnaj, Kapitolu. Pelosi kończy karierę po prawie 40 latach
Wiadomość ta wstrząsnęła nie tylko San Francisco, okręgiem, który reprezentowała od 1987 roku, ale całą Ameryką. Nancy Pelosi, ikona Partii Demokratycznej, w charakterystycznym dla siebie stylu, zwróciła się bezpośrednio do swoich wyborców, ogłaszając polityczną emeryturę. Jej słowa, pełne emocji, ale i dumy, zamykają niezwykle ważny rozdział w historii Stanów Zjednoczonych.
– Dlatego chcę, abyście to wy, drodzy mieszkańcy San Francisco, jako pierwsi dowiedzieli się, że nie będę ubiegać się o reelekcję do Kongresu – oświadczyła. – Z wdzięcznym sercem oczekuję ostatniego roku mojej służby (…). Moje przesłanie do miasta, które kocham, brzmi: San Francisco, miej świadomość swojej siły. Tworzyliśmy historię. Poczyniliśmy postęp. Zawsze przewodziliśmy i musimy to kontynuować, uczestnicząc w naszej demokracji i walcząc o amerykańskie ideały, które są nam drogie – zadeklarowała.
Jej kariera to gotowy materiał na hollywoodzki film. Wybrana do Izby Reprezentantów w 1987 roku, szybko pięła się po szczeblach partyjnej hierarchii. Przeszła do historii jako pierwsza kobieta na stanowisku przewodniczącej Izby Reprezentantów, które piastowała dwukrotnie (w latach 2007-2011 i 2019-2023). Jako spikerka, była drugą osobą w kolejce do przejęcia prezydentury po wiceprezydencie, co czyniło ją de facto trzecią osobą w państwie i najwyżej postawionym politykiem w Kongresie.
Ikona liberalizmu czy symbol oderwanych od życia elit?
Dla jednych jest bohaterką, która przeprowadziła przez Kongres rewolucyjne ustawy. Dla innych symbolem wszystkiego, co najgorsze w waszyngtońskiej polityce. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku, a jej spuścizna będzie przedmiotem gorących debat jeszcze przez wiele lat. To właśnie pod jej przywództwem udało się uchwalić sztandarowy projekt prezydentury Baracka Obamy, czyli ustawę o opiece zdrowotnej, znaną jako Obamacare. To ona stała za Joe Bidenem, gdy ten forsował gigantyczny pakiet infrastrukturalny.
Jednocześnie Pelosi stała się twarzą oporu przeciwko Donaldowi Trumpowi. Ich wzajemna niechęć była wręcz namacalna, a jej kulminacją stał się moment, który przeszedł do historii telewizji. Podczas orędzia o stanie państwa w 2020 roku, stojąc za plecami prezydenta, na oczach milionów widzów demonstracyjnie podarła kopię jego przemówienia. Dla zwolenników Trumpa i Republikanów był to ostateczny dowód na jej arogancję. Uważali ją za przedstawicielkę liberalnych elit, która forsuje radykalny program oparty na niekończących się wydatkach publicznych i jest kompletnie oderwana od problemów zwykłych Amerykanów.
Jak bardzo bogata jest Nancy Pelosi?
Kwestia jej majątku to jeden z najczęściej powracających i najbardziej kontrowersyjnych tematów. Jak to możliwe, że polityk, nawet tak wysokiego szczebla, dorobił się fortuny szacowanej na setki milionów dolarów? Według amerykańskiego „Newsweeka” majątek Nancy Pelosi i jej męża, znanego inwestora Paula Pelosi, w 2024 roku przekraczał zawrotną kwotę 230 milionów dolarów. Skąd takie pieniądze?
Oficjalnie, jako przewodnicząca Izby Reprezentantów, zarabiała 223,5 tysiąca dolarów rocznie, a jako zwykła członkini Kongresu 174 tysiące dolarów. To oczywiście wysokie pensje, ale nijak nie tłumaczą one skali zgromadzonej fortuny. Kluczem do zagadki są inwestycje giełdowe jej męża. Jak zauważył periodyk, portfel inwestycyjny rodziny Pelosi pękał w szwach od akcji technologicznych gigantów. Wśród nich znalazły się takie firmy jak Apple, Microsoft, Salesforce, Google czy Amazon. Same te pozycje w ostatnich latach miały przynieść im zyski rzędu od 5 do 25 milionów dolarów. To właśnie te transakcje, często budzące podejrzenia o wykorzystywanie poufnych informacji, stały się dla jej krytyków koronnym dowodem na to, że w Waszyngtonie polityka i wielki biznes tworzą nierozerwalny układ.