W 2019 roku, gdy Wołodymyr Zełenski obejmował urząd prezydenta ukrainy, początkowo był postrzegany przez polityków Prawa i Sprawiedliwości jako potencjalny partner. Wynikało to głównie z rozczarowania poprzednim prezydentem Petro poroszenką, który nie wykazywał chęci do współpracy z rządem PiS.
Jednak od samego początku rząd PiS trzymał Zełenskiego na dystans. Premier Mateusz Morawiecki odwiedził Kijów dopiero po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej. Prezydent Andrzej Duda przejął inicjatywę w utrzymywaniu relacji z ukraińskim przywódcą i przez pewien czas stosunki między nimi układały się bardzo dobrze.
Sytuacja zaczęła się pogarszać rok po rozpoczęciu wojny, gdy pojawił się konflikt dotyczący ukraińskiego zboża napływającego przez polską granicę.Rząd PiS wprowadził embargo, a Zełenski próbował wywierać nacisk poprzez Brukselę na Warszawę. Punktem kulminacyjnym było krytyczne wystąpienie prezydenta Ukrainy podczas wizyty w Polsce.
W wywiadzie dla polskich mediów Zełenski skrytykował wypowiedź Karola Nawrockiego, który stwierdził, że nie widzi Ukrainy w NATO i Unii Europejskiej, jeśli nie „załatwi sprawy Wołynia”. Od tego momentu relacje między stronami znacząco się pogorszyły.
Mimo że Jarosław Kaczyński wypowiadał się wczoraj w łagodniejszym tonie, nie ulega wątpliwości, że pewien etap wzajemnych stosunków dobiegł końca.