Czy zastanawialiście się kiedyś, kto naprawdę tańczył w cieniu największych gier wywiadowczych II wojny światowej? Zapomnijcie na chwilę o słynnych postaciach, bo historia skrywa agenta tak skutecznego i nieuchwytnego, że sam Heinrich Himmler – postrach III Rzeszy – nazwał go „najniebezpieczniejszym funkcjonariuszem polskiego wywiadu”. To opowieść o Michale Rybikowskim, człowieku, który zneutralizował nazistowski plan przejęcia Szwecji i którego życie uratował… japoński dyplomata.

Polak w sercu III Rzeszy: Szpieg otoczony przez mocarstwa
Michał Rybikowski prowadził mistrzowską grę na tle upadającej Europy, a od jego działań zależały, nie przymierzając, losy całych państw. Zawdzięczał swoją niesamowitą mobilność nie tylko polskiej determinacji, ale i nietypowym sojuszom. Dzięki wsparciu wojskowych oraz dyplomatów japońskich, Rybikowski mógł swobodnie operować w neutralnej Szwecji, krajach bałtyckich, a co najważniejsze – hulać po Rzeszy, włączając w to sam Berlin. To właśnie w sercu nazistowskiego potęgi zbierał kluczowe informacje, budował siatki agentów i regularnie wysyłał meldunki nie tylko do polskiego wywiadu, lecz także bezpośrednio do aliantów w Londynie.
Co unikalnego wnosił do gry? Rybikowski był bliskim sprzymierzeńcem japońskiego attaché, Onodery. Ta relacja otwierała przed nim dostęp do tajnych materiałów i analiz japońskiego wywiadu. W efekcie, Polak stał się nieocenionym pośrednikiem, łączącym polskie centrum wywiadowcze z globalną siatką mocarstw.
Jego misja wykraczała poza zwykłe raportowanie. W jednym szczególnie brawurowym akcie odwagi, podróżując z Berlina do Sztokholmu, Rybikowski przemycił coś o ogromnym znaczeniu symbolicznym – sztandary. Jeden, wyszyty w okupowanym Wilnie dla polskich lotników walczących u boku RAF-u, niósł dewizę: „Miłość żąda ofiary”. Drugi, ocalały z kampanii wrześniowej, należał do 81. Pułku Strzelców Grodzieńskich. Rybikowski, ryzykując życiem, przemycił je przez terytorium wroga, by trafiły do walczących na Zachodzie żołnierzy. Ten epizod doskonale ilustruje jego głębokie poczucie honoru oficerskiego. Interesującym zbiegiem okoliczności, transportu tych relikwii podjął się sam wicekonsul Chiune Sugihara. Oczywiście, brawura ta nie zawsze uchodziła mu płazem – zdarzały się momenty, jak choćby niemal demaskacja w berlińskiej ambasadzie Japonii przez Gestapo, kiedy jego szczęście było na skraju wyczerpania.
Co ciekawe, Rybikowski, działając w japońskim obozie, dostarczał Onoderze informacje o przygotowaniach III Rzeszy do wojny ze Związkiem Sowieckim. Paradoksalnie, to japońscy sojusznicy Hitlera, lepiej niż sami Niemcy, rozumieli, że konflikt ze ZSRR będzie dla Führera gwoździem do trumny.
Gdy Himmler bezradnie zaciska pięści
Niemiecki aparat bezpieczeństwa coraz mocniej zaciskał pętlę wokół Rybikowskiego. W końcu sprawa trafiła na biurko samego szefa SS,Heinricha Himmlera. Himmler doskonale zdawał sobie sprawę, że poprzez japoński ataszat polski wywiad przekazuje wrażliwe dane Zachodowi. Domagał się od Onodery natychmiastowego wydania polskiego oficera. Japończyk jednak kategorycznie odmówił. Nie tylko, że go nie zdradził, ale czynnie go chronił, niwecząc dywersyjne plany Niemców i wielokrotnie ratując Rybikowskiemu życie. Ta osobista więź i lojalność przypieczętowała ich współpracę. Zdenerwowany Himmler, widząc bezsilność swoich służb, miał podobno nazwać Rybikowskiego „najniebezpieczniejszym funkcjonariuszem polskiego wywiadu”. I nie była to przesada: Polak był nieuchwytny, piekielnie skuteczny i posiadał sieć kontaktów, której pozazdrościć mógł niejeden szef wywiadu.
Jedna z jego najgłośniejszych akcji dotyczyła Sztokholmu. Drogą drobiazgowej pracy wywiadowczej, Rybikowski odkrył, że w stolicy Szwecji ulokowano niemieckie grupy sabotażowe. Były gotowe do przeprowadzenia błyskawicznego przejęcia 25 strategicznie ważnych obiektów – od urzędów po węzły komunikacyjne. Dzięki alarmowi, który Rybikowski błyskawicznie przekazał władzom szwedzkim, reakcja była natychmiastowa. W obliczu czujności Szwedów, Niemcy musieli wycofać całą operację. Niektórzy historycy sugerują, że w ten sposób Rybikowski ocalił Szwecję przed natychmiastową okupacją.
Działalność Rybikowskiego była również ułatwiona przez kontakty jego japońskiego przełożonego. Onodera utrzymywał zażyłe relacje z admirałem Wilhelmem Canarisem, szefem Abwehry. Berlin często stawał się areną spotkań obu oficerów, a Rybikowski nierzadko pełnił tam funkcję tłumacza. To dawało mu unikatowy wgląd w zakulisowe rozgrywki i pozwalało na bezpośrednie rozmowy z najważniejszymi postaciami III Rzeszy.
Koniec gry i samurajski miecz od cesarza
Współpraca Rybikowskiego z generałem Onoderą dobiegła końca wiosną 1944 roku. Naciski niemieckiej Abwehry, szczególnie szwedzkiego biura kierowanego przez Hansa Wagnera, stały się zbyt silne, by Japończycy mogli dłużej chronić polskiego oficera. Rybikowski został ewakuowany do Wielkiej Brytanii. Tam zaproponowano mu prestiżowe stanowisko kierowania Referatem „Zachód II” w Oddziale II Sztabu Naczelnego Wodza. Jednak Rybikowski, jak to miał w zwyczaju, wybrał trudniejszą drogę – dyplomacji i walki na froncie. Odrzucił propozycję i udał się na front włoski, służąc w II Korpusie generała Andersa, gdzie od jesieni 1944 do początku 1945 roku dowodził nawet 5.
Batalionem Strzelców Karpackich.
Wojnę zakończył jako pułkownik, a jego wybitną pracę wywiadowczą uhonorowano drugim krzyżem Virtuti Militari. Ironia losu? Człowiek, którego pragnął pozbawić życia sam Himmler, a którego bezpieczeństwo gwarantowali japońscy szpiedzy, spokojnie zakończył życie w Kanadzie w 1991 roku. Według rodzinnych opowieści, za swoje zasługi w tym najbardziej egzotycznym sojuszu szpiegowskim, otrzymał od cesarza Japonii samurajski miecz. Ten symbol lojalności, honoru i odwagi, najlepiej podsumowuje jego działalność: w świecie wywiadu granice między wrogiem a sojusznikiem są zawsze bardziej płynne, niż oficjalne dekrety by to nam sugerowały. (Warto dodać, że jego niezwykłą sieć kontaktów uzupełniała żona, Halina Szymańska, znana Brytyjczykom jako „Guziczek”, która z kolei ufał sam Canaris, przekazując mu informacje o spisku na życie Hitlera).