Dziś wizjonerzy technologii zażywają grzyby psychoaktywne na żywo dla milionów widzów, a ich celem jest oszukanie śmierci. Czy to nowa granica innowacji, czy tylko kuriozalne widowisko napędzane ego i kapitałem? Prześledźmy ekstrawagancki eksperyment Bryana Johnsona, który postanowił nie tyle starzeć się wolniej, co w ogóle przestać. To podróż od festiwalowego absurdu do biometrycznego luksusu, gdzie psylocybina staje się narzędziem do osiągnięcia nieśmiertelności.

Psylocybina w blasku jupiterów: Od festiwalowej sceny do transmisji na żywo
Sytuacja wydaje się absurdalna, ale jest autentyczna: ponad dekadę temu byłem świadkiem, jak człowiek pod wpływem narkotyków bezskutecznie próbował wspiąć się na delikatne drzewo, by lepiej widzieć występ Grimes. Mija lata, a ja znów patrzę na Grimes grającą DJ set, tym razem jednak w tle dla zupełnie innego spektaklu. Bryan Johnson, przedsiębiorca, który dorobił się na sprzedaży swojego startupu Braintree, postanowił wlać w siebie 5,24 grama grzybów psylocybinowych. I oczywiście zrobił to publicznie, transmitując całe zdarzenie na żywo za pośrednictwem platformy X.
Johnson jawnie dąży do nieśmiertelności, dokumentując każdy – nierzadko kontrowersyjny – krok: transfuzje osocza od własnego syna, przyjmowanie ponad stu tabletek dziennie, a nawet wstrzykiwanie sobie Botoksu w okolice intymne. Ta osobliwa kampania „oszukiwania zgonu” jednocześnie służy jako gigantyczna reklama dla jego firm: Kernel, zajmującej się neurotechnologią, oraz Blueprint, oferującej suplementy, masła orzechowe i oliwę z oliwek.
Transmisja Bryana Johnsona, ozdobiona grafikami przypominającymi interfejs Windows XP, miała być streamowym wydarzeniem na miarę Super Bowl. To, co niegdyś było swobodnym obrządkiem studenckim – słuchanie muzyki i odurzenie – zostało przekształcone w publiczny, choć zdecydowanie „niecool”, eksperyment na granicach ludzkiej egzystencji. Ponad milion osób obejrzało tę sesję, w trakcie której Johnson po zażyciu psylocybiny zakładał na głowę potężny, czarny hełm z logo Kernel, monitorujący reakcje jego ciała.
Miliarderzy oklaskują wizjonera: Czy Johnson to nowy Jakub?
Podczas gdy sceptycy postrzegają te metody jako wyrafinowaną, wampiryczną sztukę performatywną, jego koledzy z Doliny Krzemowej widzą w Johnsonie mesjasza innowacji. Ich entuzjazm jest niemal religijny.
Marc Benioff, założyciel Salesforce, doszukiwał się w działaniach Johnsona głębokich paralel biblijnych, porównując go do Jakuba:
„Moje studium Biblii tego ranka dotyczyło drabiny Jakubowej… Jakub przeżywa niesamowite doświadczenie, w którym może rozmawiać z Bogiem, wspina się i schodzi po drabinie, a ziemię, na której się znajduje, uznaje za świętą,” mówił Benioff podczas transmisji. „Wciąż szukamy tych pomostów, i myślę, że to właśnie próbuje zrobić Bryan… Nie robi tego dla celów rekreacyjnych, powiedziałbym.”
Podobnie naval Ravikant, słynny inwestor i założyciel AngelList, określił Johnsona jako „jednoosobową Agencję Żywności i Leków (FDA)”, narzekając, że regulacje zbyt mocno hamują postęp naukowy. To echo manifestu technooptymizmu Marca Andreessena, który potępia „odpowiedzialność społeczną” i „etykę technologiczną” jako wrogów innowacji. Ravikant entuzjastycznie popiera podejście Johnsona:
„On po prostu mówi: pieprzę to, zrobię to sam, zalegalizuję to, spopularyzuję, poeksperymentuję i wytyczę szlak,” powiedział Ravikant. „Mam nadzieję, że będzie żył długo i da nam kody do oszukiwania. Tego naprawdę chcemy. Powinno być tysiąc Bryanów, dziesięć tysięcy Bryanów, którzy to robią.”
Co ciekawe, sam Johnson, mając na sobie maskę na oczy i otulony kocem obciążeniowym, był całkowicie nieświadomy tej laurki, którą koledzy wystawiali mu podczas trwającej pięć godzin transmisji. Jak zauważyła Ashlee Vance, dziennikarka śledząca jego dążenie do pokonania śmierci, „Myślę, że to było pewnym ciężarem, musieć trzymać mikrofon i koncentrować się na tym, co chce się powiedzieć w trakcie transmisji na żywo”.
Od Timothy’ego Leary’ego do „prędkości ucieczki od starzenia”
Kluczowym, acz pomijanym elementem narracji, jest fakt, że Johnson nie jest pionierem w eksploracji psylocybiny. Jego publiczna, skrupulatnie mierzona podróż na grzybach ma na celu zbadanie potencjału psychodelików w kontekście przedłużania życia – badania, na których naukowcy akademiccy pracują już w recenzowanych publikacjach.
W latach 60. XX wieku psycholog z Harvardu, Timothy Leary, napędzał ruch promowania psychodelików jako narzędzi poszerzających umysł, zainteresowany tymi samymi tematami, które dziś fascynują elitę technologiczna: migracja kosmiczna, zwiększenie inteligencji i przedłużenie życia – co skrócił właśnie do akronimu „SMI²LE”. W epoce Leary’ego psychodeliki były częścią szerszego ruchu kulturowego, skupionego na rozwoju umysłowym dla sztuki i muzyki, co manifestowało się w jego relacjach z Ginsbergiem, Kenem Keseyem i zespołem Warlockowie (później Grateful Dead). Nawet John Lennon pierwotnie napisał „Come Together” jako piosenkę kampanijną dla politycznych aspiracji Leary’ego.
Dwie generacje później Johnson stawia na nogi całe to widowisko, by promować koncepcję, którą nazywa „prędkością ucieczki od starzenia” (longevity escape velocity), czyli momentem, w którym ciało przestaje biologicznie się starzeć.
„Czas mija, ale ty pozostajesz w tym samym wieku biologicznym,” tłumaczył Johnson. „To byłoby prawdopodobnie najważniejsze osiągnięcie dla ludzkości.”
„Zasadniczo próbujemy sprawić, by Bryan Johnson był nieśmiertelny, skutecznie, do 2039 roku,” doprecyzowała Kate Tolo, jego współzałożycielka Blueprint, która towarzyszyła mu podczas trwania eksperymentu.
„Więc robimy ten protokół i dzielimy się nim ze wszystkimi, za darmo, jak możemy to zrobić razem?” pytał Johnson. „Psylocybina jest częścią tej podróży, w której staramy się ustalić, jakie terapie na świecie mogą pomóc nam spowolnić tempo starzenia się i odwrócić uszkodzenia związane z wiekiem?”
Johnson i Tolo przedstawiają ten trip jako przełom w walce ze śmiercią. Sceneria nie jest ani zadymionym pokojem pełnym psychodelicznych kolorów, ani laboratorium uniwersyteckim. Wygląda to bardziej jak kolejne firmowe spotkanie na Zoomie, z tą różnicą, że Johnson jest owinięty w koc i ma zasłonięte oczy, beztrosko oderwany od wszelkiej odpowiedzialności. Benioff, spoglądając na Johnsona w jego przytulnym kokonie, z czystą logiką biznesową zauważył: „Myślę, że tracimy świetną okazję na sponsoring z firmą produkującą maski do spania”. Ostatecznie, Johnson budzi się, a Tolo próbuje pobrać wymagane próbki śliny, po czym zakłada mu na głowę duży czarny hełm rejestrujący aktywność mózgu, podczas gdy on wpatruje się w ścianę. Witamy w rewolucji długowieczności Johnsona – wydarzeniu rozgrywającym się w beżowym pokoju, otoczonym laptopami i narzędziami do monitorowania biometryki, oglądanym przez najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi z sektora technologicznego.