W obliczu zbliżających się wyborów i globalnej niestabilności politycznej, sojusze międzynarodowe przechodzą trzęsienie ziemi. Szczególnie interesujące napięcia widać na linii Paryż-Waszyngton, gdzie francuskie Zjednoczenie Narodowe (RN) Marine Le Pen stosuje wyjątkowo chłodny dystans wobec Donalda Trumpa. Czy to taktyczny chwyt mający na celu uwiarygodnienie partii, czy głęboka niezgoda na proamerykańską politykę? Przyjrzyjmy się, dlaczego francuska skrajna prawica nie chce „wielkiego brata” zza oceanu.

Dlaczego Zjednoczenie Narodowe trzyma Trumpa na dystans? Próba normalizacji wizerunku
Francuskie Zjednoczenie Narodowe od lat mozolnie pracuje nad złagodzeniem swego radykalnego wizerunku, starając się przekształcić z partii-manifestu w realną siłę zdolną do rządzenia. W tym strategicznym „oczyszczaniu” wizerunku, publiczne gorące poparcie dla Donalda Trumpa okazało się być politycznym ciężarem. Trump, mimo swojej popularności wśród części wyborców na całym świecie, we Francji wciąż bywa postacią głęboko niepopularną, a jego nazwisko potrafi działać na część elektoratu odstraszająco. Z tego powodu partia Le Pen odcina się od asocjacji, które mogłyby podważyć wysiłki normalizacyjne.
Lider RN, Jordan Bardella, choć ideologicznie bliski niektórych antyimigracyjnych postulatów byłego prezydenta USA, wyraźnie zaznaczył granice tej relacji. W wywiadzie dla brytyjskiego „The Telegraph” Bardella nie pozostawił wątpliwości co do intencji Francji, podkreślając brak potrzeby zewnętrznego protektoratu. Stanowczo stwierdził:
– Jestem Francuzem, więc nie podoba mi się wasalizacja i nie potrzebuję wielkiego brata w osobie Trumpa, który miałby decydować o losie mojego kraju – mówił.
To zdanie jest de facto politycznym manifestem – Paryż chce być podmiotem, a nie obiektem wpływów.
Różnice ideologiczne: Socjalna Francja kontra „America First”
Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Zjednoczenie Narodowe i skrajnie prawicowy ruch Donalda Trumpa łączy wspólny front eurosceptycyzmu i krytyki migracji, polityczne niuanse we Francji dyktują inną strategię. Wewnętrzne badania opinii publicznej, do których dostęp mają eksperci, jasno pokazują, że znacząca część elektoratu RN ma negatywny stosunek do byłego amerykańskiego prezydenta. To twarda matematyka polityczna, której nie można zignorować.
Co więcej, istnieją fundamentalne różnice programowe. Marine Le Pen nadal popiera rozbudowany model państwa opiekuńczego i francuski system socjalny – model, który stoi w pewnej sprzeczności z radykalnym dążeniem Trumpa do cięć i redefinicji zobowiązań międzynarodowych. Równie istotne są kwestie obyczajowe i religijne. Dla Trumpa są one często centralnym elementem retoryki, podczas gdy dla Le Pen, mimo nacjonalistycznego zwrotu, znacznie mniejsze znaczenie mają one w kontekście polityki krajowej w porównaniu do gospodarki i suwerenności.
Kolonialne nawyki i nieprzewidywalność: Argumenty przeciwko sojuszowi
Sceptycyzm wobec potencjalnego sojusznika z Waszyngtonu ma także podłoże historyczne i strategiczne. Napięcie między Francją a USA, zwłaszcza w kwestiach wojskowych i międzynarodowej polityki, ma długie tradycje. Thierry Mariani, ważny polityk z zarządu RN, skomentował podejście Trumpa do Europy w sposób, który nie pozostawia miejsca na złudzenia co do traktowania kontynentu przez Amerykę. Mariani ocenił, że Trump traktuje Europę „jak kolonię”.
Taka perspektywa utrudnia budowanie stabilnych, partnerskich relacji. Dodatkowym czynnikiem odstraszającym jest sama natura prezydentury Trumpa – jego nieprzewidywalność. Dla partii, która dąży do zdobycia stabilnego elektoratu i przedstawiania się jako poważna alternatywa dla centrowego establishmentu, niestabilny sojusznik, który może nagle zmienić front lub zaatakować partnera publicznie, jest politycznie nieoptymalnym rozwiązaniem. Zjednoczenie Narodowe woli zatem zachować strategiczną autonomię, niż stać się zakładnikiem politycznej huśtawki Donalda Trumpa.