Czy rok 2026 to wreszcie nasza gospodarcza odwilż? Po okresie niepewności, kiedy inflacja kłuła w portfele, a firmy łapały się za głowę, nadchodzą prognozy, które mogą wywrócić stolik. Czy faktycznie możemy spodziewać się, że kieszenie Polaków znów zaczną puchnąć, a presja kosztowa zelżeje? Czas przyjrzeć się bliżej wizji głównego ekonomisty PKO Banku Polskiego.

Czy nadchodzi gospodarcza jesień średnia i twarde lądowanie? Zapomnijmy!
Wokół polskiej gospodarki narosło mnóstwo dymu, ale perspektywy na rok 2026 wyglądają zaskakująco optymistycznie, przynajmniej w oczach Piotra Bujaka, głównego ekonomisty i dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO Banku Polskiego. Zamiast obawiajonego scenariusza głębokiej recesji, otrzymujemy zapowiedź ożywienia. To kluczowa informacja dla każdego, kto z niepokojem śledzi wskaźniki makroekonomiczne. Przewidywania wskazują, że ten okres nie będzie wyłącznie czasem „gaszenia pożarów”, ale realnym momentem na odbudowę.
Piotr Bujak maluje obraz Polski, w której gospodarka nabiera rumieńców. Kluczowe dla rynków finansowych i każdego Kowalskiego jest to, że konsumenci mają poczuć się znacznie swobodniej. To oznacza powrót do większej aktywności zakupowej, co jest motorem napędowym dla wielu sektorów. Kiedy konsument jest zadowolony, biznes ma paliwo do rozwoju.
„2026 rok przyniesie ożywienie inwestycji, a polski konsument będzie czuł się jeszcze bardziej komfortowo.”
Ta deklaracja to tlen dla tych, którzy martwili się, że kryzysowe nastroje zostaną z nami na dłużej. Czyżby najgorsze mieliśmy już, miejmy nadzieję, za sobą?
Koniec kosztowej udręki: Kiedy energia odpuści i zatrudnienie znów ruszy pełną parą?
Jednym z największych balonów trzymających stopy procentowe i spędzającym sen z powiek przedsiębiorcom była wszechobecna presja kosztowa. Inflacja, choć wyhamowująca, pozostawiła trwały ślad w cenach operacyjnych firm. Co ciekawe, zdaniem eksperta PKO BP, ten koszmar zacznie ustępować.
Skąd ta zmiana? Główny motor napędowy tych pozytywnych zmian to uspokojenie sytuacji na rynkach surowcowych. Szczególnie wyraźne ma być to w kontekście cen energii. Pamiętajmy, jak drastycznie niestabilność geopolityczna wpłynęła na rachunki firm i gospodarstw domowych. Jeśli ceny energii zaczną się normalizować, automatycznie spadnie presja na finanse przedsiębiorstw. To pozwala na większą elastyczność w kształtowaniu cen i, co najważniejsze, na większą skłonność do ryzyka.
A skoro biznes odetchnie, naturalną konsekwencją powinno być ożywienie na rynku pracy. Zatrzymanie fali zwolnień i powrót do dynamicznego kreowania nowych miejsc pracy to jasny sygnał, że firmy z optymizmem patrzą w przyszłość.
„Znów może zacząć rosnąć zatrudnienie, firmy będą odczuwać mniejszą presję kosztową m.in. dzięki uspokojeniu się cen energii” – przewiduje Bujak.
To czysta makroekonomiczna radość, pod warunkiem, że te prognozy się sprawdzą. Powrót wzrostu zatrudnienia to nie tylko statystyka; to realny wzrost dochodów rozporządzalnych, który napędza konsumpcję opisaną wcześniej. To klasyczna pętla sprzężenia zwrotnego w ekonomii – pozytywna.
Inwestycje jako katalizator: Dlaczego kapitał wróci do gry w 2026 roku?
Ożywienie konsumpcji jest ważne, ale prawdziwa siła napędowa długofalowego wzrostu to inwestycje. Bez nich stoimy w miejscu. Perspektywy na 2026 rok zakładają, że właśnie ten segment gospodarki ma zyskać solidny impet.
Dlaczego firmy miałyby nagle odważnie inwestować, skoro jeszcze niedawno zaciskały pasa? Odpowiedź leży w stabilizacji otoczenia oraz wzroście popytu konsumenckiego. Kiedy perspektywy sprzedażowe są jasne, menedżerowie chętniej sięgają po kredyty na nowe maszyny, rozbudowę hal czy wdrożenie innowacji. To odejście od trybu przetrwania do myślenia strategicznego.
Wzrost liczby inwestycji to również sygnał dla rynków międzynarodowych, że polska gospodarka jest atrakcyjna. To może przyciągnąć kapitał zagraniczny, który szuka stabilnych i rosnących rynków. Jeśli uda się w pełni wykorzystać potencjał wynikający ze spadających kosztów energii i lepszego nastroju konsumentów, rok 2026 może okazać się rokiem przełomowym – okresem, w którym wreszcie zamkniemy rozdział zawirowań wysokiej inflacji i wejdziemy w erę bardziej przewidywalnego rozwoju. Czy rzeczywiście czeka nas „zielona fala”? Wygląda na to, że główny ekonomista PKO Banku Polskiego jest na to gotów.