Nocny dramat na drodze, w którym alkohole wzajemnie się „zbilansowały”, to scenariusz rodem z mrocznego kryminału drogowego. Czy stan po użyciu alkoholu jest jakimkolwiek alibi, gdy dochodzi do potrącenia? Ta historia, która rozegrała się w mroźną noc z 3 na 4 stycznia, ujawnia kuriozalne okoliczności kolizji, w której obie strony miały „coś” na sumieniu.

Dwójka na gazie i na drodze, czyli nietrzeźwość po cichu
Zdarzenie, które miało miejsce, stawia pod znakiem zapytania pojęcie racjonalności na drodze. Kierująca, 44-letnia kobieta, siedząca za kierownicą Audi, oraz potrącony przez nią 50-letni pieszy, oboje znajdowali się pod wpływem procentów. Policjanci, którzy zjawili się na miejscu „drogowego pecha”, szybko zdemaskowali ten podwójny grzech. Jak donoszą służby, alkomat wskazał, że zarówno kobieta, jak i jej mąż (który, co ciekawe, był pasażerem, a według informacji wynika, że to on, a nie „jej mąż”, był pieszym, choć tekst źródłowy sugeruje, że pieszym był 50-latek, a w kolejnym akapicie mowa o „jej mężu”, co wymaga uściślenia – przyjmijmy na potrzeby analizy, że pieszy to 50-latek, a wszelkie niuanse zostaną weryfikowane przez policję), mieli poniżej 0,5 promila. To nie jest yet „pijak” w świetle prawa karnego, ale wyraźnie przekracza granicę trzeźwości. Mówimy tu o stanie po użyciu alkoholu, co samo w sobie jest penalizowane.
Kiedy pieszy wtargnął w ciemność za miastem
Na szczęście, obrażenia 50-latka nie zagrażają jego życiu, a mężczyzna został przetransportowany do szpitala. Jednak okoliczności zdarzenia są kluczowe dla dalszego biegu sprawy. Policja zdołała ustalić, że Audi, którym poruszała się kobieta, jechało prawidłowo. Problem? Pieszy nagle „wtargnął na jezdnię poza terenem zabudowanym”. Dodatkowy, fatalny element układanki – pieszy nie posiadał wymaganych elementów odblaskowych. Ci z nas, którzy regularnie jeżdżą poza miastem po zmroku, doskonale wiedzą, że brak odblasków to proszenie się o kłopoty, a w zimowych miesiącach, kiedy zmrok zapada wcześnie, jest to szczególnie niebezpieczne. Mundurowi zabezpieczyli ślady i przesłuchali kierującą. Teraz decydują, kto i za co ostatecznie odpowie, bo ta sytuacja ma wiele odcieni szarości prawnej.
Grzywny, punkty i zakazy: Czym grozi „drinki na kołach”
Przejdźmy do konsekwencji prawnych, ponieważ jazda w stanie po użyciu alkoholu (między 0,2 a 0,5 promila) to w Polsce poważne wykroczenie. Nawet jeśli nie jest to przestępstwo, kary są dotkliwe. Kierowca, mimo że miał „tylko” stan po użyciu, musi liczyć się z grzywną, która może wynieść od 2 500 zł do nawet 30 000 zł, w zależności od decyzji sądu. Do tego dochodzi zakaz prowadzenia pojazdów, który może ciągnąć się od sześciu miesięcy do trzech lat. Nie zapominajmy o punktażowym upiększeniu mandatu, czyli 15 punktach karnych, a w skrajnych przypadkach – areszt do 30 dni.
A co z pieszym? Czy fakt, że nie miał odblasków i wtargnął na drogę, zwalnia go z odpowiedzialności? Absolutnie nie, zwłaszcza po zmroku poza terenem zabudowanym. Dla pieszego, który nie zastosował się do obowiązku noszenia elementów odblaskowych, grozi mandat karny do 500 złotych. „W praktyce najczęściej jest to około 100 zł, ale kwota zależy od decyzji funkcjonariusza” – co pokazuje, że elastyczność przepisów bywa tu pragmatyczna, choć nie zmienia to faktu, że złamał przepisy. W tym konkretnym przypadku, policja będzie musiała rozważyć, czy wpływ alkoholu u kierującej, połączony z rażącymi zaniedbaniami pieszego, które doprowadziły do kolizji, spowoduje, że oboje poniosą proporcjonalną odpowiedzialność za ten drogowy teatr absurdu.