Tragiczny pożar w „Le Constellation”. Kiedy znikające nagrania i zaniedbania właściciela wskazują na próbę zatarcia śladów? Śledztwo odkrywa niepokojące szczegóły i gorzkie wyznania rodziny jednej z ofiar.
Kilka godzin po sylwestrowej tragedii, która w barze „Le Constellation” w Crans-Montana pochłonęła dziesiątki istnień, w sieci zaczęły znikać kluczowe dowody. Czy to przypadek, czy celowe działanie mające na celu utrudnienie śledztwa? Właściciel lokalu, Jacques Moretti, twierdzi, że jest zdruzgotany, ale fakty mówią co innego: system monitoringu „zawiesił się” na trzy minuty przed pożarem, a konfiskata jego telefonu nastąpiła z opóźnieniem. W tle pojawiają się zarzuty o wyzysk pracowników i rażące zaniedbania bezpieczeństwa.
Nagrania znikają jak kamfora – co ukrywa właściciel „Le Constellation”?
Zaledwie kilka godzin po śmiertelnym pożarze w popularnym barze „Le Constellation” w sieci zaczęły znikać zdjęcia i filmy dokumentujące lokal. Wygląda na to, że niektóre dowody mogły zostać celowo usunięte. Szczególnie niepokojące jest zniknięcie nagrania z monitoringu piwnicy, w której doszło do tragedii. Nie jest jasne, kto za tym stoi, ale podejrzenia naturalnie kierują się ku stronie, która miałaby najwięcej do stracenia w przypadku ujawnienia prawdy. Właściciel baru, Jacques Moretti, został już objęty śledztwem w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci w 40 przypadkach i nieumyślnego spowodowania obrażeń ciała w 116 przypadkach. Śledczym udało się uzyskać nagrania z monitoringu tylko do godziny 1:23 – trzy minuty przed pożarem. Jak tłumaczył Moretti podczas pierwszego przesłuchania: „W tym momencie system się zawiesił. Nie mogę go zresetować”. Później przedstawił policji jedenaście zrzutów ekranu, ale brak pełnego nagrania z kluczowych momentów budzi poważne wątpliwości.
Co więcej, telefon komórkowy Morettiego został skonfiskowany dopiero 9 stycznia, po interwencji prawników współpowodów. W aktach nie ma informacji o nakazie przeszukania domu, co – jak słusznie zauważają śledczy – oznacza, że właściciel miał czas, aby ewentualnie zniszczyć dowody. Eksperci ostrzegają: każda minuta opóźnienia w zabezpieczeniu materiałów może utrudnić ustalenie prawdziwego przebiegu tragedii.
Fala na suficie i przeszłość właściciela – zaniedbania były jawne
Śledztwo ujawnia, że zagrożenie w „Le Constellation” nie było niedostrzegalne. Samuel M., gość baru cztery dni przed tragedią, zgłosił niepokojący widok: „Ktoś powiedział mi, że z sufitu padał deszcz. Zauważyłem, że piana nad stołem bilardowym tworzyła falę. Nie była dobrze przymocowana, tylko lekko zwisała”. To właśnie ten materiał izolacyjny zapalił się w sylwestra, gdy kelnerki przynosiły butelki szampana z fontannami. Samuel M. dodaje ze zdumieniem: „Nie rozumiemy, dlaczego szef tego nie naprawił, skoro miał na to środki”. To retoryczne pytanie nabiera jeszcze większej mocy, gdy spojrzy się na przeszłość Morettiego. W 2016 roku został on ukarany grzywną 1000 franków szwajcarskich za nielegalne zatrudnianie obcokrajowców i naruszenie wymogów ubezpieczeniowych. To nie był człowiek nieznający prawa, ale ktoś, kto świadomie je omijał.
Podczas przesłuchania Moretti mówił: „Jestem zdruzgotany tym, co się stało. Chciałem zapewnić ludziom miejsce, w którym nie będą narażeni na żadne niebezpieczeństwo. Czuję się winny, że nie byłem w stanie ich ochronić”. Te słowa stoją w jaskrawej sprzeczności z faktami: z raportów wynika, że tylko on i jego żona Jessica mogli przewidzieć nadchodzące niebezpieczeństwo. Dlaczego zatem go nie zapobiegli?
„Była wykorzystywana” – porażające wyznania rodziny ofiary
Tragedia „Le Constellation” to nie tylko statystyki i znikające nagrania. To przede wszystkim ludzkie historie. Śmierć 24-letniej kelnerki Cyane wstrząsnęła Europą, a jej warkocz wystający spod kasku stał się jednym z najbardziej wstrząsających symboli tej nocy. Teraz jej rodzice ujawniają szokujące kulisy pracy córki. Z ich relacji wyłania się obraz wyzysku i braku troski o bezpieczeństwo pracowników. Rodzice Cyane twierdzą, że ich córka była wykorzystywana, pracowała ponad siły i nie została odpowiednio przeszkolona. Gdy właściciele sugerują, że to ona mogła przyczynić się do tragedii, rodzina reaguje oburzeniem. Ich prawniczka podkreśla: „Cyane jest ofiarą tych tragicznych wydarzeń, o których nie należy zapominać”.
Te rewelacje rzucają nowe, ponure światło na praktyki panujące w lokalu. Jeśli zarzuty o wyzysk i brak szkoleń się potwierdzą, odpowiedzialność moralna i prawna właścicieli wzrośnie jeszcze bardziej. To nie była tylko awaria systemu czy pech – to mogła być systemowa lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa i praw pracowniczych, które w końcu, w sposób najbardziej tragiczny z możliwych, dało o sobie znać.