Oto mamy to! Weekend w Wiśle, który zapamiętamy na długo, choć niekoniecznie z powodu dominacji Biało-Czerwonych. Słoweńska maszyna na skoczniach urzęduje, a polscy kibice mają powody do mieszanych uczuć. Czy to tylko chwilowe załamanie, czy może początek głębszego kryzysu formy w kadrze? Przeanalizujmy, jak potoczyły się te emocjonujące zawody!

Domen Prevc: Słoweniec nie do pokonania na polskim śniegu
Nie da się ukryć, że Puchar Świata w Wiśle należał do jednego człowieka – Domen Prevc. Ten Słoweniec z hukiem zdominował weekend, triumfując zarówno w sobotnich, jak i niedzielnych zmaganiach. To było istne mistrzostwo techniki i odporności psychicznej, które zmusiło całą konkurencję do kapitulacji. Kto by pomyślał, że to właśnie na polskich obiektach Prevc pokaże taką formę?
Tymczasem, nasza kadra serwowała mieszankę dramaturgii i nadziei. Niedziela przyniosła promyk optymizmu, głównie za sprawą młodego amunicji. Kacper Tomasiak, 18-letni debiutant, po raz kolejny udowodnił, że drzemie w nim ogromny potencjał. Piąte miejsce w niedzielnym konkursie to wynik, który każe się zastanowić: czy to on jest przyszłością tej dyscypliny w Polsce? W kwalifikacjach radził sobie jeszcze lepiej, zajmując dziewiątą lokatę, co świadczy o jego stabilności.
Piotr Żyła: Wielki powrót czy chwila przebłysku?
Drugim polskim akcentem godnym odnotowania jest niewątpliwie forma Piotra Żyły, który w niedzielę zajął wysokie siódme miejsce. Czy to jest sygnał, że były mistrz świata i medalista olimpijski wraca do swojej życiowej dyspozycji? Sezon do tej pory bywał dla wielu naszych kadrowiczów trudny, a plasowanie się pierwszej dziesiątce to zawsze powód do optymizmu. Miejmy nadzieję, że to nie jest jednorazowy wyskok, lecz stabilizacja formy, której tak bardzo kibice wyczekują.
Zjazd polskich gigantów: Czy Stoch i Kubacki złapali zadyszkę?
Niestety, weekend w Wiśle obnażył też pewne bolesne problemy. Największym szokiem była kwalifikacyjna dyspozycja Kamila Stocha. W piątek nie zdołał przebrnąć kwalifikacji, co zawsze jest niepokojącym sygnałem u skoczka jego kalibru.
Jeżeli chodzi o Dawida Kubackiego, tu sytuacja jest jeszcze bardziej frustrująca. Niedziela przyniosła powtórkę z problemów technicznych i psychologicznych. Kubacki, były mistrz świata i medalista olimpijski, znalazł się w czymś, co można nazwać „błędnym kołem”. W sobotę popełnił błąd przy odbiciu, a w niedzielę ten sam błąd zrekompensował zbyt wczesnym wyjściem z progu, co poskutkowało fatalną 58. pozycją w kwalifikacjach. To, co obserwujemy u czołowych polskich zawodników, to niestety „Słabiutka forma w tym sezonie niemal wszystkich polskich skoczków”, z tym jednym jasnym wyjątkiem w postaci młodego Tomasiaka. Czy to czas na gruntowną rewizję metod treningowych, czy może po prostu kryzys ambicji? Skoki narciarskie to sport, w którym margines błędu jest minimalny, a w Wiśle nasi czołowi zawodnicy pokazali, jak łatwo jest się z tej minimalnej granicy wybić.