Patrząc na horyzont finansowania, wyraźnie widać, że ulubieńcy ostatnich lat ustępują miejsca „ciężkiej artylerii” biznesu. Czy to oznacza koniec epoki łatwych pieniędzy dla startupów, które bazowały na szybkim skalowaniu i niskich kosztach? Eksperci wskazują, że nadchodzące lata, a zwłaszcza rok 2026, przyniosą zwrot ku technologiom, które wymagają cierpliwości, ogromnej wiedzy i – nie oszukujmy się – grubych portfeli. Przygotujcie się na rewolucję w fabrykach, kosmosie i medycynie.

Deep Tech w natarciu: Gdzie popłyną największe pieniądze w 2026 roku?
Inwestycje ruszają w rejony, które jeszcze niedawno wydawały się zbyt skomplikowane i nieopłacalne. Jak wylicza jeden z ekspertów, w 2026 roku „coraz większy kapitał będzie płynął do obszarów, które są trudniejsze do skalowania i droższe”. Mowa tu o sektorach takich jak robotyka, biotechnologia, technologia obronna (defense tech), zaawansowana produkcja i fabryki nowej generacji, nowe materiały, hardware oraz kosmiczna technologia (space-tech). To nie są już tylko modne słowa klucze; to fundamenty gospodarki, które są, paradoksalnie, wciąż niedoszacowane w kontekście ich strategicznego znaczenia.
Ale uwaga, deep tech to nie jest projekt, który można zafundować jednorazową rundą finansowania i czekać na cud. To maraton, a nie sprint. „Deep tech przyciąga coraz więcej uwagi, ale wymaga czegoś, czego nie da się kupić jedną rundą finansowania. Tym czymś są unikatowe kompetencje, czas i ekstremalna wytrwałość” – podkreśla rozmówca. Inwestorzy muszą być gotowi na długie wyczekiwanie.
Ignacy Studziński, menedżer w The Heart, dodaje perspektywy czasowej do tej transformacji. Nie spodziewajmy się jednak, że tegoroczne projekty biotechowe i deeptechowe, które wystartowały w ostatnich miesiącach, nagle dadzą oszałamiające zwroty. Wszak cykl życia produktów w tych branżach jest kosmicznie długi. Zamiast tego, mamy przechodzić przez kluczowy etap „pracy u podstaw”: „Będzie to jednak kluczowy rok pilotaży, wdrożeń testowych i weryfikacji rynkowej” – komentuje Studziński. Weryfikacja jest ceną, jaką trzeba zapłacić za innowacje głębokie.
Blockchain wychodzi z cienia, a drony stają się polem bitwy o bezpieczeństwo
Choć wszyscy oszaleli na punkcie sztucznej inteligencji (AI), niektórzy eksperci widzą inne, ciche siły napędowe zmian. Łukasz Parafianowicz, ekspert rynku blockchain, twierdzi, że już w zeszłym roku to właśnie technologia blockchain była „cichym architektem zmian”, działającym tuż obok AI. Jeśli jego prognozy się sprawdzą, rok 2026 będzie czasem rewolucji w tradycyjnej bankowości. „Według niego 2026 r. będzie okresem masowych wdrożeń komercyjnych tej technologii w bankach. Jednym z kluczowych trendów będzie tzw. tokenizacja aktywów rzeczywistych i integracja tradycyjnej bankowości z cyfrowymi rejestrami” – przekonuje. Brzmi jak scenariusz rodem z science fiction, ale to dzieje się tu i teraz, na poziomie infrastruktury finansowej.
Tymczasem na niebie szykuje się inna rewolucja, napędzana geopolityką. Bartosz Kosiński z REAKTO wskazuje, że rynek dronów eksploduje, ale w dwóch wyraźnych modelach. Mamy drona jako czysty produkt – czyli sprzęt dla instytucji i firm – oraz drona jako usługę. Ten drugi model zakłada zdalnie zarządzane misje rozliczane za konkretny efekt: inspekcję, pomiar, patrol, czy reakcję na incydent.
Wzrost liczby lotów generuje absolutnie krytyczne wyzwania logistyczne i bezpieczeństwa. „Większa liczba lotów sprawi, że kluczowym napędem stanie się bezpieczeństwo: planowanie, koordynacja w przestrzeni powietrznej, standardy operacyjne, cyberbezpieczeństwo i odporność łączności” – zaznacza Kosiński. Co ciekawe, ten impuls popytowy ma pochodzić w dużej mierze od… sektora obronnego. To kolejny dowód na to, że inwestycje w technologie głębokie są często ściśle sprzężone z potrzebami bezpieczeństwa państwa.