Światowe Forum Ekonomiczne w Davos rusza z hukiem, ale z jedną znaczącą luką – Dania mówi „pas”. Prezydent elekt Donald Trump rzuca cień na szczyt, grożąc cłami i marząc o Grenlandii. Czy duch dialogu przetrwa w obliczu transatlantyckich tarć?
Dania bojkotuje Davos: brak duńskich przedstawicieli na szczycie
W szwajcarskim kurorcie Davos właśnie rozpoczyna się 56. edycja Światowego Forum Ekonomicznego – prestiżowego spotkania liderów biznesu, polityki i gospodarki. Hasło przewodnie brzmieć ma „Duch dialogu”, a na liście gości ponad 60 głów państw i rządów. Pojawią się tam m.in. kanclerz Niemiec Friedrich Merz, przewodnicząca KE Ursula von der Leyen, prezydent Argentyny Javier Milei czy prezydent RP Karol Nawrocki. Donald Trump, choć zapowiedziany, nie przyćmi jednak wszystkiego – bo na liście nieobecnych wyróżnia się Dania.
Forum potwierdziło to w oświadczeniu dla agencji Bloomberg:
„W tym roku zaproszono przedstawicieli rządu duńskiego, a wszelkie decyzje dotyczące udziału w spotkaniu należą do kompetencji danego rządu. Możemy potwierdzić, że rząd duński nie będzie reprezentowany w Davos w tym tygodniu.”
To decyzja bezprecedensowa. Dania, wierny sojusznik NATO i UE, zazwyczaj nie stroni od takich imprez. Tym razem jednak napięcie z USA osiągnęło punkt krytyczny.
Trump i jego obsesja na punkcie Grenlandii: od marzeń do gróźb
Donald Trump od tygodni nie kryje ambicji: chce Grenlandię, autonomiczną część Królestwa Danii, przyłączyć do Stanów Zjednoczonych. Argument? „Bezpieczeństwo narodowe USA”. Nie wyklucza nawet zakupu za federalne dolary ani… siłowego przejęcia. Brzmi jak scenariusz z zimnej wojny? A jednak to realpolitik 2025 roku.
Spór wybuchł na dobre w miniony weekend. Trump ogłosił 10-procentowe cła na import z ośmiu europejskich krajów, które sprzeciwiają się jego planom. Dotknie to Danii, Norwegii, Szwecji, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii i Finlandii – od 1 lutego. Do tego od 1 czerwca 2026 roku stawka skoczy do 25 procent. To nie żarty: amerykański prezydent elekt gra ostro, mieszając geopolitykę z handlem. Grenlandia, z jej zasobami rzadkich ziem i strategicznym położeniem na Arktyce, stała się łakomym kąskiem w erze rywalizacji z Chinami i Rosją.
Czy Davos uratuje dialog, czy potwierdzi podziały?
Nieobecność Danii to symbol szerszego zgrzytu. Szczyt, który miał promować współpracę, może stać się areną dla protekcjonizmu Trumpa. Liderzy z Merzem po von der Leyen będą musieli lawirować między dialogiem a obroną interesów Europy. A Milei czy Nawrocki? Oni mogą szukać okazji w chaosie. Jedno jest pewne: Grenlandia nie jest już tylko lodową wyspą – to geopolityczna bomba zegarowa. Świat patrzy, jak rozwinie się ta saga.