Polska gospodarka wreszcie łapie oddech? Optymistyczne dane dotyczące inflacji i przemysłu mogłyby sugerować, że najgorsze już za nami. Jednak w tym pozornie idealnym obrazie pojawia się rysa, a głos jednego z czołowych ekonomistów studzi entuzjazm, ostrzegając przed zbyt pochopnymi decyzjami. W grze o stabilność finansową Polski na stół wjechały właśnie sprzeczne sygnały, a stawka jest wyższa, niż mogłoby się wydawać.

Gospodarczy rollercoaster. Z jednej strony radość, z drugiej niepokój
Ten tydzień to dla obserwatorów polskiej gospodarki prawdziwa sinusoida nastrojów. Zaczęło się od danych, na które wszyscy czekali. Wskaźnik PMI, czyli barometr nastrojów menedżerów w przemyśle, drgnął w górę, osiągając poziom 48,8 punktu. Choć to wciąż poniżej magicznej granicy 50 punktów oddzielającej rozwój od recesji, jest to sygnał, że sektor produkcyjny powoli otrząsa się z marazmu. Prawdziwa euforia wybuchła jednak przy danych o inflacji – spadek do 2,8 procent oznacza, że cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego jest w zasięgu ręki. Czy to już czas na otwarcie szampana i ogłoszenie zwycięstwa nad drożyzną? Nie tak szybko. Właśnie wtedy, gdy wydawało się, że RPP może szykować się do cięcia stóp procentowych, na scenę wkracza Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, z wiadrem zimnej wody.
Obniżka stóp? „Trzeba by było chwilę poczekać”
Gdy jedni widzą zielone światło do luzowania polityki pieniężnej, drudzy dostrzegają pułapki. Janusz Jankowiak wprost mówi, że z obniżkami stóp procentowych nie należy się spieszyć. Jego argumentacja jest prosta i do bólu racjonalna, co wyraził w rozmowie z red. Aleksandrą Ptak-Iglewską w Magazynie o Biznesie:
– Zdecydowanie uważam, że trzeba by było chwilę poczekać z obniżaniem stóp procentowych i zobaczyć, co się będzie działo dalej z cenami, między innymi z cenami energii –
To kluczowe zdanie rzuca zupełnie nowe światło na pozornie różową sytuację. Dlaczego? Obecny, niski odczyt inflacji to w dużej mierze efekt zamrożenia cen energii i gazu dla gospodarstw domowych. Tarcze antyinflacyjne nie będą jednak trwały wiecznie. Ich ewentualne wygaszenie może spowodować ponowny, gwałtowny wystrzał cen, niwecząc dotychczasowe wysiłki w walce z inflacją. Zbyt wczesna obniżka stóp procentowych w takim scenariuszu byłaby jak dolewanie oliwy do ognia, napędzając spiralę cenową na nowo. Wygląda na to, że prawdziwy test dla naszej gospodarki dopiero przed nami.
Cień agencji ratingowych nad polską walutą
Jakby wewnętrznych dylematów było mało, zza granicy nadciągają kolejne chmury. Mimo dobrych danych makroekonomicznych, agencje ratingowe patrzą na Polskę z coraz większą rezerwą. Agencje Moody’s i Fitch już wcześniej obniżyły perspektywę naszego ratingu, a teraz rynek spodziewa się podobnego ruchu ze strony S&P. Co to oznacza w praktyce? Perspektywa negatywna to formalne ostrzeżenie, że w najbliższym czasie wiarygodność kredytowa Polski może zostać obniżona. Dla międzynarodowych inwestorów to sygnał podwyższonego ryzyka, co niemal natychmiast przekłada się na osłabienie krajowej waluty. Słabszy złoty to z kolei droższy import, w tym ropy naftowej i gazu, co ponownie uderza w inflację i portfele nas wszystkich. Mamy więc do czynienia z paradoksem: krajowe dane krzyczą „jest dobrze!”, a globalny kapitał odpowiada „poczekamy, zobaczymy”. Ta rozbieżność perspektyw tworzy niepewność, która może położyć się cieniem na złotym i hamować odważniejsze decyzje dotyczące polityki monetarnej.