We włoskim parlamencie iskrzy od emocji wokół pomocy dla Ukrainy. Minister obrony Guido Crosetto otwarcie mówi o dumie z tej decyzji, ale nie ukrywa, że część posłów czuje wstyd. Dlaczego dekret o wsparciu militarny i humanitarnym wisiał na włosku do ostatniej chwili? O tym, jak wewnętrzne tarcia w rządzie Giorgii Meloni niemal zablokowały kluczową pomoc.

Dekret na krawędzi – 60 dni napięcia
Włoski rząd Giorgii Meloni zatwierdził dekret o pomocy dla Ukrainy dokładnie 29 grudnia 2025 roku. To nie był zwykły dokument – parlament miał zaledwie 60 dni na jego przegłosowanie, by zamienić go w pełne prawo. Do ostatniej chwili wszystko wisiało na cienkim włosku. Dlaczego? Bo w prawicowej koalicji rządzącej buzowały spory, a zegar tykał nieubłaganie do końca roku.
Dekret to game-changer w włoskiej polityce zagranicznej. Umożliwia wysyłanie pakietów amunicji, broni i pomocy humanitarnej przez cały rok – bez irytującego corocznego głosowania w parlamencie. Wyobraź sobie: zamiast biurokratycznego maratonu za każdym razem, Włochy mogą szybko reagować na potrzeby Kijowa. Brzmi prosto? Dla rządu Meloni to było wyzwanie godne gladiatora.
Prokremlowskie sympatie – Matteo Salvini kontra Meloni
Tu wkracza prawdziwy dramat. Opóźnienia wynikały z tarć wewnątrz koalicji, gdzie część posłów pielęgnowała otwarte prokremlowskie sympatie. Liderem tej frakcji jest wicepremier Matteo Salvini, szef Ligi – partii, która ma aż pięciu ministrów w gabinecie Melonii. Salvini i jego ekipa? Znani z flirtu z Moskwą, co w kontekście Ukrainy brzmi jak polityczny dynamit.
Czy to zdrada ideałów prawicy? Salvini wielokrotnie blokował podobne inicjatywy, argumentując suwerennością i pokojem. Ale reszta koalicji, w tym premier Meloni, postawiła na Atlantyk i wsparcie dla Ukrainy. W końcu dekret przeszedł – wąsko, ale przeszedł. To zwycięstwo pragmatyzmu nad ideologicznymi upiorami?
Duma i wstyd – głos ministra Crosetto
W samym sercu debaty wybrzmiały słowa ministra obrony Guido Crosetto. Stojąc na mównicy, rzucił prosto w twarz posłom:
„Pomagamy Ukrainie. Jestem z tego powodu dumny, ale są na sali też tacy, którzy czują z tego powodu wstyd.”
Te słowa to nie polityczny banał – to deklaracja wojny wewnętrznej. Crosetto, twardy realista w kwestiach obronnych, podkreślił, że Włochy nie mogą stać z boku, gdy Europa broni się przed agresją. Jego apel podzielił salę: jedni klaskali, inni kulili się w fotelach. W tle? Obrazek z konferencji z Giorgią Meloni, która osobiście uczestniczy w tych decyzjach.
Dziś dekret działa – amunicja płynie, humanitaryści pracują. Ale te spory pokazują, jak kruche są włoskie sojusze. Czy Salvini i jego Liga przetrwają presję? Czas pokaże, bo Ukraina nie czeka.