Chińska nadwyżka handlowa to tykająca bomba zegarowa dla globalnej gospodarki. Czy słaby popyt wewnętrzny w Państwie Środka rzeczywiście zapowiada erę protekcjonizmu na skalę, jakiej nie widzieliśmy od czasów taryf Trumpa? Analitycy nie pozostawiają złudzeń – świat stoi na krawędzi poważnych zmian w handlu międzynarodowym.

Destrukcyjny cień chińskiego eksportu nad światowym systemem handlowym
Trudno przecenić skalę wpływu chińskiej polityki handlowej na resztę globu. Kiedy gospodarka drugiej co do wielkości potęgi światowej zmaga się ze słabym konsumentem wewnętrznym, Chinom pozostaje jeden główny wentyl bezpieczeństwa: eksport. Problem polega na tym, że ten wentyl może okazać się wyjątkowo destrukcyjny dla konkurentów.
Eswar Prasad, starszy współpracownik prestiżowej Brookings Institution, dokonuje ostrej diagnozy. Twierdzi on jednoznacznie: „Nadwyżka handlowa Chin będzie miała tak samo destrukcyjny wpływ na globalny system handlowy jak cła Trumpa, ponieważ słaby popyt wewnętrzny w Chinach ciągnie w dół globalny wzrost”. To mocne słowa, sugerujące, że chroniczny brak równowagi w handlu wygenerowany przez Pekin zmusza inne kraje do radykalnych, defensywnych kroków. Prasad przewiduje, że „Państwa na całym świecie prawdopodobnie będą szukać ochrony własnych gospodarek poprzez wznoszenie barier handlowych”. Innymi słowy, chińska siła eksportowa, wynikająca z krajowych słabości, rodzi globalną falę protekcjonizmu. Czy to powrót do wojny handlowej, ale pod przykrywką konieczności narodowej obrony ekonomicznej?
Strategia Pekinu: Jak utrzymać kurs mimo tarć politycznych?
Mimo utrzymującego się napięcia, zwłaszcza na linii Waszyngton–Pekin, wydaje się, że chińskie władze nie zamierzają diametralnie zmieniać swojej makroekonomicznej strategii. Zhiwei Zhang, prezes i główny ekonomista Pinpoint Asset Management, uważa, że obecna polityka zostanie utrzymana przynajmniej przez pierwszy kwartał bieżącego roku. Jakie są ku temu powody?
Po pierwsze, eksport jest obecnie buforem łagodzącym skutki opiekuńczego postawienia na popyt wewnętrzny, który wyraźnie szwankuje. Po drugie, relacje z USA, choć napięte, weszły w chwilowy stan zawieszenia broni. W październiku doszło do porozumienia między prezydentem Xi Jinpingiem a Donaldem Trumpem. Ta tymczasowa odwilż, choć krucha, daje Pekinowi przestrzeń do kontynuowania dotychczasowych działań.
Ustalenia handlowe obejmowały wycofanie części środków kontroli eksportu i podwyższonych ceł. Kluczowym zobowiązaniem Pekinu było zwiększenie importu płodów rolnych z USA. Na przykład, Chiny zobowiązały się do zakupu co najmniej 12 milionów ton amerykańskiej soi w ciągu dwóch miesięcy. Warto zauważyć, że choć ogólny import soi w ubiegłym roku wzrósł rok do roku o 6,5 proc. do 111,8 mln ton, to w grudniu dynamika ta mocno spowolniła, notując zaledwie 1,3 proc. wzrostu (8 mln ton). To pokazuje, że nawet „ugody handlowe” nie eliminują fundamentalnych nierównowag, a cel 12 milionów ton soi jest próbą doraźnego uspokojenia Waszyngtonu.
Surowce kluczowe: Czy Chiny kontrolują rynki, które najbardziej nas interesują?
Chińska dominacja w eksporcie to nie tylko wyroby gotowe. Strategiczne znaczenie ma rosnąca kontrola nad kluczowymi surowcami, od których zależna jest globalna transformacja energetyczna i technologiczna. Jeśli spojrzymy na dane eksportowe za grudzień, obraz staje się jeszcze wyraźniejszy.
Eksport metali ziem rzadkich – minerałów absolutnie niezbędnych do produkcji zaawansowanej elektroniki, turbin wiatrowych i pojazdów elektrycznych – wystrzelił w grudniu o 32 proc., osiągając poziom 4392 ton. A co najważniejsze, w ujęciu rocznym wysyłki tego strategicznego surowca były o 12,9 proc. wyższe niż rok wcześniej. To umacnia pozycję Chin jako niekwestionowanego globalnego dostawcy. Kiedy gospodarka wewnętrzna spowalnia, Chiny wręcz agresywniej eksportują to, co daje im największą przewagę geopolityczną i handlową. To nie tylko problem dla producentów, to kwestia bezpieczeństwa narodowego dla państw próbujących uniezależnić się od chińskiego łańcucha dostaw.