Oto Bułgaria, czyli bałkańska ostoja nieefektywności instytucjonalnej i politycznych układanek, która właśnie staje przed reformatorskim dylematem. Podczas gdy rządzący walczą o utrzymanie poparcia poprzez kontrowersyjne podwyżki budżetowe, prywatna przedsiębiorczość krzyczy o ratunek. Czy to faktycznie jest „śmierć klasy średniej”, jak alarmują demonstranci, czy tylko kolejna runda politycznego teatru w najbiedniejszym kraju Unii Europejskiej?

Bułgarski dylemat budżetowy: podwyżki dla elektoratu kosztem przedsiębiorców
Inicjatywa budżetowa, mająca być wizytówką obecnej koalicji rządzącej i mechanizmem podtrzymania jej popularności, wzbudza skrajne emocje. W sercach protestujących, zwłaszcza w Sofii, wybrzmiewa echo głębokiego sprzeciwu: „To jest śmierć klasy średniej” – grzmiał głos oburzonych wobec projektu pierwszego budżetu w euro. Problem polega na tym, że rzekome wsparcie socjalne realizowane jest poprzez politykę fiskalną, która zdaje się dusić prywatną inicjatywę, kluczową dla długofalowego zdrowia gospodarki.
Rządząca koalicja, choć pozbawiona samodzielnej większości parlamentarnej, utrzymuje się na powierzchni dzięki pragmatycznemu – dla jednych – lub cynicznemu – dla innych – wsparciu ugrupowania „Nowy Początek”, kontrolowanego przez wpływową postać na bałkańskiej scenie. W tym niestabilnym układzie sił, paradoksalnie, największą realną władzę skupiają w swoich rękach politycy, oficjalnie niepiastujący najważniejszych stanowisk rządowych. Mowa tu o oligarchu Delanie Peewskim oraz Bojko Borisowie, trzykrotnym premierze, niegdyś politycznym protegowanym Angeli Merkel, który stracił wpływy w wyniku zarzutów o głęboką korupcję. Właśnie te „niejasne układy” stają się paliwem dla ulicznych manifestacji młodych.
Pokolenie Z kontra oligarchiczne korzenie korupcji
Kiedy młodzi Bułgarzy, czyli Pokolenie Z, wychodzą na ulice, ich sprzeciw nie dotyczy tylko obecnych decyzji budżetowych. Jest to kulminacja frustracji narastającej latami z powodu systemowej erozji państwa przez korupcję, zjawisko dobrze znane w regionie – przypominające mechanizmy obserwowane na przykład w Serbii czy Nepalu.
Bułgaria pozostaje najbiedniejszym krajem członkowskim Unii Europejskiej, a jej pozycja w rankingach przejrzystości instytucjonalnej jest alarmująca. Według raportów Transparency International, kraj ten zajmuje przedostatnie miejsce w zestawieniu najbardziej skorumpowanych państw unijnych, ustępując jedynie Węgrom. Ta chroniczna przypadłość nie jest nowa; Bułgarzy wychodzili na ulice już wcześniej, w latach 2013–2014 oraz 2020–2021, protestując przeciwko jawnie silnym i bezprawnym wpływom, jakie Delan Peewski wywierał na kolejne gabinety. Co symptomatyczne, mimo objęcia oligarchy sankcjami przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię za korumpowanie władz, strukturalne problemy wydają się nie drgnąć z miejsca.
Czy sprawność instytucji to wciąż luksus dla Bułgarii?
Kryzys zaufania, napędzany korupcją i obserwowaną biernością elit, rysuje bardzo ponury obraz codzienności. Jak zauważa socjolożka i internetowa influencerka Anna Bodakowa, młodzi ludzie mają fundamentalne aspiracje, które system uniemożliwia realizować: „Chcemy mieszkać w Bułgarii, pracować tutaj, założyć rodziny (…). No, ale rząd bardzo nam to utrudnia” – mówi Bodakowa.
Ta migracja aspiracji i talentów poza granice kraju jest bezpośrednim skutkiem braku zaufania do instytucji państwowych, które zamiast służyć obywatelom, zdają się być zakładnikami partykularnych interesów wąskiej elity politycznej i finansowej. Klucz do przyszłości Bułgarii, powtarzanej w debatach ekonomicznych, leży w budowie sprawnych, transparentnych i odpornych na wpływ oligarchów mechanizmów sprawowania władzy. Póki co, jednak, dysproporcje w dystrybucji środków publicznych i chroniczny brak konsekwencji w ściganiu przestępstw gospodarczych podsycają jedynie gniew tych, którzy pragną po prostu godnego życia we własnym kraju.