Zdumiewająca bierność polskiej dyplomacji w obliczu propozycji pokojowej pisanej pod dyktando Moskwy budzi głęboki niepokój. Kiedy na szali leży przyszłość nie tylko Kijowa, ale i relacji Polska-Rosja, wydaje się, że nasza polityka zagraniczna zasypia w kluczowym momencie. Analizując 28-punktowy plan, który de facto oznacza kapitulację Ukrainy, musimy zadać sobie pytanie: czy Warszawa zdaje sobie sprawę z implikacji?

Czy polska bierność to sygnał cichej akceptacji dla nowego porządku świata?
Od momentu, gdy światło dzienne ujrzała „doniesiona” przez Rosjan propozycja pokojowa, europejskie i amerykańskie gabinety opanowała wrzawa. Afera jest tym większa, że 28-punktowy dokument nie jest zwykłą kartą przetargową. To gotowy projekt nowego ładu geopolitycznego, który, jeśli zostanie zaimplementowany, oznaczać będzie faktyczną kapitulację Kijowa i formalne spisanie zasad gry na nowo według scenariusza Kremla. W tle tych globalnych wstrząsów, postawa polskiej dyplomacji jawi się co najmniej niepokojąco. Mówi się o kluczowej sprawie dla obu krajów, a reakcji, która pasowałaby do wagi zagrożenia, wciąż nie widać.
Szef Gabinetu Prezydenta Ukrainy, Andrij Jermak, wraz z innymi przedstawicielami władz w Kijowie, zapewne analizuje każdy akapit, wiedząc, że każda z tych liter może przesądzić o bycie lub niebycie niepodległej Ukrainy. Tymczasem polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydaje się tkwić w stanie zawieszenia. Dlaczego strategiczny partner, którego los jest nierozerwalnie związany z bezpieczeństwem Rzeczypospolitej, przyjmuje tak defensywną, bądź wręcz pasywną postawę wobec planu, który może zostać użyty jako broń przeciwko nam samym?
Tajemniczy punkt IX: Rosja celuje w polską suwerenność militarną?
Najbardziej niepokojące są punkty, które bezpośrednio uderzają w architekturę bezpieczeństwa regionu. W pierwotnej rosyjskiej propozycji, szczególnie intrygujący i groźny jest zapis zawarty w punkcie 9. Dokument ten głosi:
„Europejskie myśliwce będą stacjonować w Polsce”.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to element szerszej dyskusji o rozmieszczeniu sił NATO. Jednak w kontekście całego, prorosyjskiego planu, to zdanie nabiera złowrogiego wydźwięku. Dla Moskwy, stacjonowanie obcych myśliwców na terytorium Polski – kraju, który stał się kluczowym hubem logistycznym dla wsparcia Kijowa – może posłużyć jako idealny pretekst do formułowania jednostronnych, twardych żądań.
Myśliwce to nie jest piechota, to nie są jednostki artyleryjskie czy czołgi, które można rutynowo przemieszczać na podstawie ustaleń sojuszniczych. Jest to sprzęt o fundamentalnym znaczeniu strategicznym, będący twardym elementem zdolności obronnej państwa i sojuszu. Rosjanie, wykorzystując dwuznaczność tego zapisu, mogą argumentować, że narusza to ducha jakiegoś niepisanego porozumienia lub że samo stacjonowanie tej specyficznej broni jest prowokacją wymagającą natychmiastowej kontrreakcji. Zadziwiająca jest tutaj bierność warszawskiej dyplomacji, która powinna natychmiast demaskować tę pułapkę semantyczną i żądać jej wycofania jako warunku jakiejkolwiek dyskusji o planie pokojowym.
Dyplomatyczna strategia: Gra na czas czy strategiczne przeoczenie?
Jeżeli chodzi o kluczowe kwestie bezpieczeństwa, które dotyczą bezpośrednio polskiego interesu narodowego, brak głośnej i asertywnej reakcji polskiego MSZ jest trudny do wytłumaczenia. Czy jest to celowa strategia przeczekiwania, mająca na celu uniknięcie eskalacji retorycznej z Moskwą, zanim Waszyngton i Bruksela wydadzą ostateczny werdykt w sprawie tej propozycji? Czy też mamy do czynienia z klasycznym błędem aparatu dyplomatycznego, który nie docenia faktu, że polityka zagraniczna często polega na zajmowaniu narracji, zanim zrobi to przeciwnik?
W sytuacji, gdy Ukraina walczy o przetrwanie, a Polska jest fundamentem jej zaplecza, absolutnie kluczowe jest, by głos Warszawy był słyszalny, stanowczy i precyzyjnie nakreślający „czerwone linie”. Plan napisany de facto w Moskwie, który ma zdefiniować przyszłość regionu, nie może być traktowany przez naszą dyplomację per analogiam do rutynowych negocjacji handlowych. W grę wchodzi fundamentalne bezpieczeństwo państwa, a bierność w takim momencie jest luksusem, na który nie możemy sobie pozwolić.