Wojna kontra technologia – oto dylemat współczesnego pola walki. Ukraińska armia desperacko szuka przewagi, a roboty wydają się być kluczem do zwycięstwa. Czy jednak samo zaawansowane uzbrojenie wystarczy, by odwrócić losy konfliktu? Rozmawiamy z Andrejem Kuszniarou, białoruskim ochotnikiem, który dowodzi plutonem dronów i na co dzień mierzy się z brutalną rzeczywistością frontu, by poznać jego unikalną perspektywę na te wyzwania.

Drony: Skrzydła, które chowają się w ziemi, czyli życie operatora FPV
Andrej Kuszniarou, dowódca plutonu dronów w jednostce „Wilki Da Vinci” należącej do 59 Oddzielnej Brygady Szturmowej Sił Systemów Bezzałogowych, doskonale zna realia walki z perspektywy pilota. Działając na pokrowskim odcinku frontu, operuje w cieniu, dosłownie i w przenośni. Jak sam przyznaje, jego zadaniem jest maksymalna dyskrecja, bo pozycja operatora to cel numer jeden dla Rosjan.
Andrej Kuszniarou: Operatorzy dronów zazwyczaj pracują w ukryciu, w ziemiankach albo w innych schronieniach, 5-15 km od frontu.
To nie jest sielanka z centrum dowodzenia; to praca na linii nerwów. Rosyjskie siły doskonale wiedzą, jak cenna jest każda maszyna latająca, a co ważniejsze, kto ją obsługuje. Wykrycie i eliminacja operatora staje się priorytetem. Oznacza to ciągły stan gotowości na ostrzał z powietrza.
Andrej Kuszniarou: Rosjanie próbują ich, jak najszybciej wykryć a potem wyeliminować wszelkimi dostępnymi sposobami: bombami, rakietami czy swoimi dronami FPV (sterowanymi z widokiem z pierwszej osoby).
To jest wojna asymetryczna, gdzie technologia wymaga ludzkiej wytrzymałości i zdolności do natychmiastowej adaptacji. Nawet najbardziej wyrafinowane drony są bezużyteczne, gdy operator zostanie wyeliminowany. A co, jeśli bezpośredni atak na kryjówkę się nie powiedzie? Wtedy celuje się w infrastrukturę wspierającą, co pokazuje, jak ważna jest logistyka w tym cybernetycznym starciu.
Andrej Kuszniarou: Jeśli się nie mogą do nas dobrać, to atakują anteny, których używamy.
Anteny to oczy i uszy operacji bezzałogowych. Ich zniszczenie to chwilowe, ale paraliżujące oślepienie dla całego oddziału. W przestrzeni, gdzie kilkadziesiąt sekund może zadecydować o być albo nie być dla całego desantu, utrata łączności jest równoznaczna z operowaniem po omacku.
Czy roboty wygrają tę wojnę? Perspektywa kogoś, kto je pilotuje
Nikt nie ma wątpliwości, że roboty i drony zmieniają oblicze konfliktu. Stanowią one siłę, która pozwala redukować straty ludzkie, przejmując najbardziej niebezpieczne zadania. Jednak Andrej Kuszniarou stawia tutaj ważną kropkę nad „i”: choć technologia jest niezbędna, nie jest panaceum na wszystkie bolączki ukraińskiej armii.
Wielkie pieniądze wydawane na najnowsze systemy bezzałogowe nie rozwiążą problemów strukturalnych ani strategicznych. Drony są fantastyczne w rozpoznaniu i precyzyjnym ataku na konkretny cel, ale brakuje im ludzkiej zdolności do improwizacji w obliczu chaosu, czy też głębokiego, strategicznego planowania, które wykracza poza horyzont zasięgu systemu kontroli lotu. Wojna to nie tylko algorytmy, to także morale, logistyka zasilania i – co najważniejsze – skuteczne dowodzenie na lądzie. Dopiero synergia między nowoczesnym sprzętem a wyszkolonym, zmotywowanym żołnierzem może przynieść upragnione zwycięstwo. Nie można zapominać o pierwotnych fundamentach walki.
Frontline techno-żołnierz: Wymagania, które wykraczają poza joystick
Kuszniarou, jako dowódca plutonu dronów, jest uosobieniem nowego typu żołnierza – hybrydy specjalisty IT, taktyka i weterana okopów. Środowisko pracy wymaga ciągłej edukacji. Operator musi operować na styku szybkiej elektroniki, meteorologii i znajomości rosyjskich metod walki elektronicznej.
Wymaga to nie tylko umiejętności pilotażu FPV, który sam w sobie jest wyzwaniem na pograniczu symulatora lotniczego i gry wideo, ale i zdolności do błyskawicznej analizy sytuacji terenu. Jeden błąd w podejściu, jedna zbyt długa transmisja na otwartej częstotliwości, i cała operacja się sypie. Ta walka to spektakl adrenaliny, który rozgrywa się na ekranie, lecz ma śmiertelne konsekwencje 10 kilometrów dalej. Dlatego też, choć inżynierowie pracują nad autonomicznymi systemami, operatorzy tacy jak on pozostaną sercem walki dronowej – przynajmniej dopóki technologia nie dorówna ludzkiemu instynktowi.