W świecie technologii, gdzie jedne startupy błyszczą, a inne gasną, dochodzi do swoistego „przejęcia grobów wampirów”. Eventbrite, niegdyś ulubieniec Doliny Krzemowej, właśnie został kupiony za ułamek swojej szczytowej wyceny. Czy Bending Spoons, specjalista od „reanimacji” technologicznych trupów, znalazł kolejnego złotego kurczaka, czy tylko kolejny trudny przypadek w swoim portfolio?

Kiedy Wall Street zapomina: Eventbrite za grosze ląduje w rękach „wiecznych” inwestorów
To, co wydarzyło się z Eventbrite, to klasyczny przykład brutalnej rzeczywistości rynku technologicznego. Firma, założona w 2006 roku przez małżeństwo Julia i Kevina Hartzów wraz z Renauadem Visage, i która w 2018 roku weszła na giełdę z wyceną aż 1,76 miliarda dolarów, teraz zmienia właściciela za około 500 milionów dolarów. To drastyczny spadek, prawda? Niemal 70% wartości wyparowało, zanim Bending Spoons, znany włoski gigant odpowiedzialny za „wyciąganie z głębin” takich marek jak Evernote, Meetup czy Vimeo, wyciągnął portfel.
Bending Spoons ma sprawdzony model biznesowy. Nie są tradycyjnymi funduszami private equity, które kupują i sprzedają. Oni kupują, „łatają” i zamierzają trzymać na zawsze. Ich strategia jest prosta i bezlitosna: biorą markę z silną rozpoznawalnością (brand equity), ale zatrzymaną w rozwoju (stagnującym biznesie, co potwierdzają audytowane finanse), tną koszty, podnoszą ceny i dodają nowe funkcje. W październiku Bending Spoons sam podbił wycenę do 11 miliardów dolarów, co sugeruje, że ich „magia liftingu” działa.
Fenomen „Wirtualnych Zombie” — dlaczego Eventbrite idealnie pasuje do schematu?
Eventbrite, platforma do obsługi wydarzeń i sprzedaży biletów, od dłuższego czasu zmagała się z płaskimi przychodami. Audytowane dane pokazują, że roczne przychody oscylowały wokół 325 milionów dolarów zarówno w fiskalnym roku 2024, jak i 2023. Bending Spoons faktycznie zapłacił około 1,7 razy roczny przychód (TTM revenue wyniosło 295 milionów dolarów), co może wydawać się niskim wskaźnikiem przychodowym (revenue multiple), ale trzeba pamiętać o kontekście – to firma, która przestała rosnąć.
Co ciekawe, akcjonariusze Eventbrite, mimo tak niskiej wyceny korporacyjnej, i tak wyjdą na swoje z premią. Otrzymają 4,50 USD za akcję, co stanowi 81% premii w stosunku do ceny zamknięcia z poprzedniego dnia, która wynosiła 2,48 USD. Wycena giełdowa bywała kapryśna, ale ta transakcja to twarde pieniądze dla inwestorów, którzy wcześniej wspierali Eventbrite kwotą blisko 330 milionów dolarów od gigantów jak Sequoia Capital.
Eventbrite wpisuje się w rosnący trend przejmowania tak zwanych „venture zombie” firm. To te technologiczne perełki, które zebrały mnóstwo kapitału VC, ale nie potrafiły przekuć potencjału w stały wzrost. Inni gracze stosujący podobną strategię „kup i trzymaj” to m.in. Constellation Software, Curious, Tiny, SaaS.group, Arising Ventures i Calm Capital.
Andrew Dumont, założyciel Curious, doskonale to podsumował, mówiąc TechCrunch, że jego firma kupuje „świetne firmy” po niskich cenach, a następnie szybko je naprawia, aby osiągnąć „20 do 30% marży zysku”. Bending Spoons najwyraźniej celuje w ten sam poziom rentowności kosztem dawnej dynamiki wzrostu.
Co dalej z biletami? Czy Eventbrite otrzyma drugie życie?
Dla Eventbrite to koniec pewnej epoki – tej związanej z hurra-optymizmem IPO i oczekiwaniami astronomicznym wycen. Dla Bending Spoons to powiększenie kolekcji znanych marek, które potrzebują restrukturyzacji operacyjnej, a nie kolejnej rundy finansowania w Dolinie Krzemowej.
Pytanie brzmi, jakie „nowe funkcje produktowe” zostaną zaimplementowane, aby Eventbrite znów generował dynamikę, a nie tylko stałe przychody. Firma, która miała być rewolucją w uczestnictwie w wydarzeniach, teraz staje przed wyzwaniem udowodnienia, że silna marka, połączona z chirurgiczną precyzją finansową, może zapewnić jej wieczne życie, nawet jeśli rynki uznają ją za przeterminowaną. Czy Eventbrite stanie się kolejnym echem sukcesu Evernotego pod nowym zarządem, czy może jedynie przykładem, jak szybko można spaść z piedestału? Czas pokaże.