Kiedy pieniądze mówią głośniej niż dyplomacja, a Ukraina desperacko czeka na wsparcie, na scenie europejskiej rozgrywa się polityczny dreszczowiec, w którym głównym punktem sporu są zamrożone rosyjskie aktywa. Kanclerz Niemiec i szefowa Komisji Europejskiej podjęli próbę przekonania premiera Belgii, ale wizyta zakończyła się chłodno – bez charakterystycznego uścisku dłoni liderów. Czy Bruksela ulegnie naciskom, czy upór Brukseli przeważy nad strategicznymi potrzebami Kijowa?

Dyplomatyczny chłód nad Sekwaną: Merz i von der Leyen kontra premier Belgii
W piątek Bruksela stała się areną kluczowych negocjacji dotyczących finansowania Ukrainy. Friedrich Merz, kanclerz Niemiec, oraz Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, zjawili się u premiera Belgii, Barta de Wevera, by zintensyfikować naciski w sprawie wykorzystania zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego, które od 2022 roku stanowią potężną pulę zamrożonych środków. Plan KE jest jasny: te pieniądze mają posłużyć jako zabezpieczenie na pożyczkę dla Kijowa, która ma uregulować swoje zobowiązania, licząc na przyszłe reparacje płacone przez Rosję.
Spotkanie przebiegło jednak pod znakiem wyraźnych rozbieżności. Choć von der Leyen określiła wymianę zdań jako „konstruktywną”, sam fakt braku tradycyjnego uścisku dłoni na zakończenie sesji mówi więcej niż tysiąc dyplomatycznych komunikatów. Sytuacja Belgii jest wyjątkowa – to tam, za pośrednictwem izby rozliczeniowej Euroclear, zdeponowana jest znacząca część tych środków.
Von der Leyen podkreśliła wagę konsensusu przed posiedzeniem Rady Europejskiej 18 grudnia. Jak stwierdziła po rozmowach: > „Szczególna sytuacja Belgii w zakresie wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów jest niezaprzeczalna i należy ją rozwiązać w taki sposób, aby wszystkie państwa europejskie ponosiły takie samo ryzyko”.
Ryzyko prawne góni perspektywę pomocy: Dlaczego Belgia się opiera?
Centralny punkt konfliktu to percepcja ryzyka. Premier De Wever od miesięcy kategorycznie sprzeciwia się propozycji Komisji. Belgia obawia się potencjalnych reperkusji prawnych – koszmarnego scenariusza, w którym Rosja może wygrać procesy sądowe i zażądać zwrotu skonfiskowanych pieniędzy, a ciężar wypłaty spadłby bezpośrednio na barki belgijskich podatników. To jest właśnie ta linia, której premier De Wever ma zamiaru nie przekroczyć.
Przed spotkaniem De Wever przedstawił swoje stanowisko bez ogródek, co stanowiło wyraźny sygnał dla Berlina i Brukseli: > „Jestem w stanie określić swoje stanowisko, nawet jeśli są wielcy, silni sąsiedzi, których bardzo lubię i szanuję politycznie, którzy mogą poprosić mnie o zrobienie czegoś innego. Mam tylko jedną odpowiedzialność: interesy belgijskich podatników”.
Komisja Europejska próbuje łagodzić te obawy, oferując Belgii gwarancje na wypadek ewentualnych roszczeń ze strony Moskwy. W środę von der Leyen przedstawiła konkretne projekty prawne, które dają dwie ścieżki finansowania Ukrainy – albo poprzez wykorzystanie rosyjskich aktywów, albo poprzez zaciągnięcie wspólnego długu przez UE. Według szacunków KE, te mechanizmy mają pokryć dwie trzecie potrzeb Ukrainy na lata 2026–2027, co oznacza około 90 miliardów euro, zgodnie z wyliczeniami Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Alternatywy i nacisk większości: Czy Bruksela obejdzie sprzeciw Belgii?
Podczas gdy Belgia pozostaje w okopie, inni europejscy giganci wykazują większą elastyczność. Friedrich Merz, z niemieckiego punktu widzenia, zdecydowanie opowiedział się za wykorzystaniem zamrożonych aktywów, jednocześnie sygnalizując sprzeciw wobec scenariusza wspólnego zadłużania się całej Unii Europejskiej. Dla RFN model oparty na skonfiskowanych aktywach jest bardziej akceptowalny niż tworzenie nowego długu wspólnotowego.
Warto jednak zwrócić uwagę na mechanizm decyzyjny proponowany przez KE w środę. Wykorzystanie rosyjskich aktywów nie wymaga jednomyślnej zgody wszystkich 27 stolic UE. Wystarczy kwalifikowana większość, czyli poparcie 15 państw członkowskich reprezentujących 65 proc. ludności Unii. Ta subtelność prawna oznacza, że teoretycznie propozycja może zostać zatwierdzona, nawet jeśli premier De Wever pozostanie nieugięty. Różnica zdań staje się zatem nie tylko kwestią geopolityczną, ale też skomplikowaną grą proceduralną, w której waga polityczna i demograficzna pozostałych krajów może przeważyć nad wstrzymaniem operacji przez jednego członka.