Gorący temat zamrożonych rosyjskich aktywów wstrząsa Unią Europejską, a Belgia twardo staje okoniem, siejąc niepewność co do przyszłych funduszy dla Kijowa. Czy unijna solidarność pęka pod naporem strategicznych interesów poszczególnych państw członkowskich? Ta gra o miliardy ma potencjał, by zdefiniować politykę wschodnią UE na najbliższe miesiące.

Belgijski Mur Oporu: Dlaczego Bruksela blokuje miliardy?
Centralnym punktem sporu o finansowanie Ukrainy stały się zamrożone rosyjskie aktywa, których największa część, jak się okazuje, spoczywa w belgijskich skarbcach. To właśnie ten kraj, dom unijnych instytucji, nagle zaczął grać rolę hamulcowego. Premier Belgii, Bart De Wever, jasno postawił sprawę: jeśli Unia Europejska chce realizować swoje ambitne plany wykorzystania tych środków, musi najpierw przedstawić konkretne „warunki”, które skutecznie złagodzą ryzyko. Ryzyko, o którym mówi De Wever, to nie przelewki – to potencjalne reperkusje prawne ze strony Moskwy.
A Moskwa nie zamierza milczeć. Rosyjski bank centralny już wcześniej zasygnalizował, że jakiekolwiek działania dotyczące ich zamrożonych aktywów są, cytując ich stanowisko, „nielegalne”. Co więcej, Kreml zastrzegł sobie prawo do podjęcia „wszelkich niezbędnych kroków w celu ochrony” swoich interesów. To klasyczny scenariusz gry w szachy na najwyższym szczeblu międzynarodowym, gdzie stawka jest astronomiczna.
Sojusze w Europie – Babiš po stronie sceptyków?
W tle tych zawirowań pojawiają się głosy poparcia dla belgijskiego stanowiska, co sugeruje, że konsensus wcale nie jest tak oczywisty, jakby chcieli brukselscy decydenci. Andrej Babiš, polityk o silnej pozycji, publicznie zadeklarował, że zgadza się z Bartem De Weverem. Spotkanie obu panów w czwartek w Brukseli musiało być emocjonujące, biorąc pod uwagę napięcie wokół tematu.
Tymczasem nadchodzące dni zapowiadają polityczną gorączkę także u naszych sąsiadów. Powołanie koalicyjnego gabinetu Andreja Babiša przez prezydenta Petra Pavla w poniedziałek rozpoczyna nowy etap. Już we wtorek 16 grudnia nowy rząd ma podjąć decyzje dotyczące agendy na szczyt Rady Europejskiej zaplanowany na 18-19 grudnia. Babiš nie wykluczył, że pójdą na ten temat rozmowy w gronie trzech partii koalicyjnych – co oznacza, że wewnętrzne negocjacje mogą dodatkowo skomplikować unijny front.
Permanentne zamrożenie kontrowersją na szczycie
Kluczowym punktem tego grudniowego szczytu ma być podjęcie definitywnej decyzji dotyczącej sposobu finansowania Ukrainy na kolejne dwa lata. Tu właśnie tkwi sedno problemu: 11 grudnia państwom członkowskim udało się osiągnąć wstępne porozumienie, które zakładało, że rosyjskie aktywa zostaną zamrożone na stałe. Brzmi to rewolucyjnie, bo oznacza koniec półrocznych decyzji wymagających zgody wszystkich stolic. Rozwiązanie to przyjęła wyraźna większość, ale czy wystarczy to, by przeforsować je mimo oporu Belgii i potencjalnych obaw innych państw, które mogą obawiać się podobnych konsekwencji?
Ta „unijna decyzja o stałym zamrożeniu” to próba zmiany paradygmatu, by odciąć się od biurokratycznej uciążliwości i zapewnić Kijowowi stabilne wsparcie. Jednak zastrzeżenia Belgii, która przecież sama czerpie korzyści z tych aktywów, rzucają cień na wiarygodność europejskiej determinacji. Ostatecznie, czy UE zaryzykuje prawną batalię z Moskwą dla dobra Ukrainy, czy też strategiczne kalkulacje gospodarcze przeważą nad geopolityczną koniecznością? Zbliżający się szczyt dostarczy odpowiedzi.