Zanurzmy się w polityczną głębinę naszych sąsiadów, gdzie kurz po wyborach jeszcze nie opadł, a już krystalizuje się zaskakująca konfiguracja władzy. Andrej Babiš, lider ruchu ANO, powraca na scenę, ale tym razem w towarzystwie, które budzi spore kontrowersje na europejskiej arenie. Czy fuzja pragmatyzmu z radykalnymi głosami to nowy przepis na stabilność, czy może zalążek przyszłego kryzysu?

Koalicja, która burzy stereotypy: Od centrum do skrajnej prawicy
Nowo powstały rząd Czech, pod wodzą Andreja Babisza i jego Akcji Niezadowolonych Obywateli (ANO), to istny polityczny kalejdoskop. Współrządzenie z partiami tak odmiennymi ideologicznie, jak skrajnie prawicowa SPD (Swoboda i Bezpośrednia Demokracja) oraz eurosceptyczni Zmotoryzowani (Motoristé sobě – czyli ci, którzy chcą reprezentować interesy kierowców), to ruch, który wymaga sporego aparatu negocjacyjnego – lub desperacji. Takie trójpartyjne sojusze rzadko bywają idylliczne, a ich program musi być starannie wyważony, by utrzymać się na powierzchni. Jak jednak wynika z analiz opublikowanych niedawno, pewne punkty wspólne udało się wypracować, i to wcale nie najdelikatniejsze. Jak informuje źródło, to właśnie ta „trójpartyjna koalicja wpisała taki właśnie postulat w dopiero co opublikowany program”.
„Ideologia” na sztandarach, czyli polowanie na NGO
Najbardziej kontrowersyjnym, a jednocześnie kluczowym punktem tej nowej agendy, jest utworzenie rejestru dla organizacji pozarządowych (NGO), które czerpią fundusze z zagranicy. To jest ten element, który łączy Babisza z jego radykalnymi partnerami. SPD i Zmotoryzowani są określane jako partie protestu, a ich wspólnym mianownikiem, obok niechęci do mediów głównego nurtu, jest właśnie podejrzliwość wobec organizacji pozarządowych mających rzekomo wpływać na życie polityczne w Czechach.
W tym miejscu warto zauważyć semantyczny zabieg nowego rządu. Jak donoszą doniesienia, „W programie nowego rządu słowo 'ideologia’ pada pięć razy”. Implikacją jest tu walka z tym, co Babis i jego koalicjanci postrzegają jako zagranicznie finansowane próby narzucania określonej wizji świata czy polityki. Tego typu mechanizmy, wzorowane choćby na rosyjskiej ustawie o „agentach zagranicznych”, budzą zawsze niepokój wśród obrońców praw obywatelskich – wszak oznaczenie organizacji jako recepcjonisty zagranicznych środków często ma na celu jej stygmatyzację i utrudnienie działania.
Niechęć do etykiety: Kto kogo tu trzyma za słowo?
Kluczowe wydaje się zrozumienie dynamiki tej nietypowej koalicji. Babisz, biznesmen i były premier, reprezentuje pewien pragmatyzm nakierowany na interes państwa rozumiany często gospodarczo. SPD z kolei, prowadzona przez Tomio Okamurę, ma wyraźnie antyimigrancki i antyunijny rodowód. Zmotoryzowani? Oni po prostu chcieli chronić drogi i portfele kierowców, ale aby wejść do gry, musieli zgodzić się na szerszy, bardziej ideologiczny pakiet.
Wspólny cel – czyli „zwalczanie organizacji, które mają mieć wpływ na życie polityczne w Czechach” – stanowi spoiwo dla sił tak różnych. Jest to klasyczny przykład polityki opartej na strachu i wspólnym wrogu. Zamiast skupiać się na różnicach w polityce fiskalnej czy budżetowej, nowa ekipa znalazła jeden, bardzo wyrazisty punkt zapalny. To jest właśnie ta „niechęć do mediów głównego nurtu i organizacji pozarządowych”, która łączy te, na pierwszy rzut oka, skrajnie różne frakcje polityczne dążące do rządzenia. Jak to się przełoży na stabilność rządu w Pradze – czas pokaże, ale zapowiedź budzi emocje daleko poza granicami Czech.