Napięcie w Trybunale Stanu sięgnęło zenitu! Czy orzekanie o konstytucyjnych grzechach polityków zamieniło się w bijatykę adwokatów? Sytuacja wokół Małgorzaty Manowskiej, której immunitet miał być rozpatrywany, wykoleiła się w spektakularną awanturę, która na długo pozostanie w pamięci prawniczego świata. Ujawniamy kulisy chaosu, który uniemożliwił podjęcie kluczowej decyzji.

Dramat na sali: Sędziowie wykluczeni wracają do gry i paraliżują orzekanie
Początek września przyniósł w Trybunale Stanu (TS) sceny, które bardziej pasowałyby do taniego dramatu sądowego niż do obrad najwyższego organu orzekającego o odpowiedzialności konstytucyjnej. Całe zamieszanie wybuchło wokół wniosku prokuratora o uchylenie immunitetu Małgorzaty Manowskiej. Sytuacja proceduralna skomplikowała się kuriozalnie: trzyosobowy skład Trybunału, w skład którego wchodzili Piotr Andrzejewski, Józef Zych i Piotr Sak, kilka dni wcześniej wyłączył z dalszych prac aż dwunastu sędziów TS. Kiedy na sesji pojawili się ci sami wykluczeni sędziowie, Trybunał… po prostu stracił zdolność do orzekania. Brakowało niezbędnej większości, by w ogóle rozpoznać wniosek prokuratury. Co zrobili „wykluczeni”, by to zasygnalizować?
„Proszę zdjąć togi i tam siąść!” – Kiedy spór o status prowadzi do fizycznej konfrontacji
Gdy sędziowie, dotknięci decyzją o wyłączeniu, zajęli miejsca za stołem sędziowskim, deklarując, że nie uznają tej decyzji, atmosfera stała się gęsta od politycznych emocji. Formalnie nie mieli prawa tam siedzieć, co dobitnie zaznaczył sędzia Piotr Sak. Kiedy spróbował interweniować Jacek Dubois, prowadzący obrady Piotr Andrzejewski pękł. W kulminacyjnym momencie, uderzając dłonią w stół, krzyknął dramatycznie: – To Sąd Najwyższy, proszę się z tym liczyć, dosyć tego, tych stronnictw politycznych (…). Proszę zdjąć togi i tam siąść!
To nie był jednak koniec. Po tym emocjonalnym wybuchu, Andrzejewski gwałtownie opuścił salę rozpraw. W pośpiechu, który trudno nazwać opanowaniem, popchnął krzesło, na którym siedział jeden z owych „wyłączonych” sędziów, Marcin Radwan-Röhrenschef. Krzesło, stanowiące fizyczną przeszkodę, zostało zdystansowane siłą, co można interpretować jako niebezpieczne posunięcie godne ulicznej sprzeczki, a nie Trybunału Stanu.
Paraliż Trybunału: Czy spory o immunitet doprowadziły do zawieszenia orzekania?
Po tym incydencie sytuacja na sali stała się patowa. Z szesnastu sędziów TS pozostało zaledwie dziewięciu. W obliczu totalnego chaosu i braku możliwości kontynuowania merytorycznej dyskusji, sędzia Józef Zych przekazał kluczową informację: posiedzenie zostało odroczone. Podjęcie decyzji w sprawie uchylenia immunitetu Małgorzaty Manowskiej, tak istotnej dla wymiaru sprawiedliwości i stabilności państwa, zostało po prostu zawieszone w powietrzu przez spory personalne i procedurę, która najwyraźniej wymknęła się spod kontroli. Tak rodzi się precedens, który rysuje Trybunał Stanu jako miejsce, gdzie spory o polityczną przynależność są ważniejsze niż litera prawa.