Wstrząsające wydarzenia, które miały miejsce zaledwie kilkanaście kilometrów od Krakowa, rzucają cień na spokojną przemysłową okolicę Myślenic. Świeże doniesienia ujawniają brutalny atak, który zakończył się interwencją policji i tragiczną utratą życia. Co tak naprawdę wydarzyło się pod bramą lokalnej firmy motoryzacyjnej 10 grudnia?

Dramat pod bramą: Jak kucharz stał się napastnikiem?
Tragedia rozegrała się w Myślenicach, mieście położonym zaledwie 30 kilometrów od Aglomeracji Krakowskiej. Głównym sprawcą okazał się 23-letni Łukasz W., były pracownik firmy, którego formalne wykształcenie to kucharz, choć przez ostatnie tygodnie pracował w magazynie. Mężczyzna pojawił się przed zakładem uzbrojony w niebezpieczny arsenał: nóż oraz kij bejsbolowy.
Kulminacja nadeszła, gdy przed bramą oczekiwał samochód ciężarowy, a jego kierowca spokojnie wypełniał formalności w dyżurce ochroniarzy. W tym momencie Łukasz W. przypuścił atak, uderzając kierowcę kijem. Na odsiecz ruszył ochroniarz, który niestety stał się kolejnym celem agresora. Otrzymał on serię ciosów nożem w newralgiczne miejsca – szyję i klatkę piersiową. Po dokonaniu brutalnego czynu napastnik zbiegł z miejsca zdarzenia.
Śmiertelne starcie z funkcjonariuszami: Prokuratura zabiera głos
Ucieczka agresora nie trwała długo. Biegnącego chodnikiem mężczyznę z nożem w ręku zauważył patrol policyjny. Funkcjonariusze, już wcześniej poinformowani o ataku przed bramą zakładu, natychmiast zareagowali. Jak relacjonują służby, po zatrzymaniu pojazdu i opuszczeniu go, policjanci zostali skonfrontowani przez zbliżającego się z agresywnym zamiarem 23-latka. Sytuacja wymagała natychmiastowej obrony własnej.
Decyzja o użyciu broni palnej zapadła w ułamku sekundy. Rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Krakowie, prokurator Oliwia Brożek Michalec, udzieliła informacji na temat przebiegu interwencji:
W sumie policjant oddał trzy lub cztery strzały. Jeden z nich, w klatkę piersiową okazał się śmiertelny. Prokuratura dysponuje też nagraniem, które wykonała osoba postronna. Wynika z niego, że gdyby policjant nie oddał strzałów, sam zostałby zaatakowany — powiedziała w rozmowie z „Super Expressem” prokurator Oliwia Brożek Michalec.
Zatem, według dostępnego materiału dowodowego, użycie środków przymusu bezpośredniego, w tym broni palnej, było bezpośrednią odpowiedzią na realne zagrożenie życia funkcjonariuszy.
„To był dobry chłopak”: Rodzina w szoku i poszukiwanie przyczyn
Wydarzenie to wywołało szok w lokalnej społeczności, a szczególnie w rodzinie zmarłego 23-latka. Dziennikarzom udało się dotrzeć do najbliższych Łukasza W., którzy kreślą zupełnie inny obraz młodego człowieka.
Wujek zmarłego w rozmowie z mediami podkreślał jego nieskazitelną dotąd reputację:
To był spokojny chłopak. Wcześniej pracował w cukierni, szef bardzo go chwalił. Nie rozumiemy, co się stało, nie rozumiemy, dlaczego został zastrzelony — powiedział w rozmowie z „Super Expressem” wujek Łukasza W.
Okazuje się, że motywem do ataku mógł być konflikt z pracodawcą. Łukasz W. opuścił firmę po oskarżeniu o zepsucie maszyny, choć ostatecznie sprawa wyjaśniła się, a były szef zaproponował mu ponowne zatrudnienie. Mimo to, coś musiało pójść tragicznie nie tak w prywatnym życiu 23-latka, biorąc pod uwagę jego ostatnie chwile przed wyjściem z domu.
Według relacji rodziny, nic nie zapowiadało tej eskalacji przemocy. Ostatnie słowa, które padły przed wyjściem, brzmiały zupełnie niewinnie:
Lubił gotować. Kupił mięso, miał gotować obiad. Nagle powiedział, że idzie na spacer — dodał wujek zmarłego chłopaka.
Te słowa, wypowiedziane tuż przed tym, jak 23-latek uzbroił się i wyruszył w stronę zakładu pracy, stanowią bolesną zagadkę kryjącą się za tą nagłą i brutalną tragedią.