Niespodziewany zwrot akcji w polityce międzynarodowej właśnie wywrócił amerykański krajobraz opinii publicznej do góry nogami. Porwanie wenezuelskiego prezydenta Nicholasa Maduro przez siły USA, choć militarne może i „sukces”, okazało się polityczną bombą zegarową. Czy Biały Dom rzeczywiście kontrolował narrację tej operacji, czy też właśnie wpadł w pułapkę własnej konspiracji?

Dlaczego operacja w Caracas to polityczny samobój? Sukces militarny a klęska wizerunkowa
Zaskoczenie, jakie wywołało porwanie głowy państwa Wenezueli przez wojsko Stanów Zjednoczonych, jest niemal namacalne. Jak donoszą informacje, jeszcze przed 3 stycznia siedmiu na dziesięciu Amerykanów sprzeciwiało się zaangażowaniu ich armii w Wenezueli. Co ciekawe, rzekomy militarny sukces tej kontrowersyjnej operacji nie przełożył się na zmianę tej nieprzychylnej opinii publicznej. To klasyczny scenariusz, w którym twarda siła napotyka mur społecznej nieaprobaty.
Utrzymywanie planów tej napaści w najściślejszej tajemnicy nie powinno dziwić. Operacja była ewidentnym złamaniem prawa międzynarodowego i, co chyba najbardziej pali Donalda Trumpa, kompletnym zaprzeczeniem jego kampanijnych obietnic o unikaniu angażowania się w kolejne, zamorskie konflikty. Co więcej, pojawiają się poważne wątpliwości, czy akt ten w ogóle nie był sprzeczny z amerykańską konstytucją. Nie ma co się dziwić – operacje maskowane na taką skalę budzą zawsze podejrzenia o przekraczanie uprawnień.
Marszałek nie wie, co kupił: Chaos w narracji Białego Domu
Co jest jednak bardziej intrygujące niż samo złamanie prawa międzynarodowego, to absolutny brak jasności co do faktycznej stawki i strategicznego celu tej wojskowej interwencji. Ta niepewność jest widoczna, a wręcz namacalna, w sprzecznych ocenach płynących z prawicowego spektrum politycznego. To klasyczny sygnał, że elity nie dostały spójnego briefingu, albo że sam plan był chaotyczny.
Jeszcze gorzej, gdy przyjrzymy się wypowiedziom samego Donalda Trumpa i jego najbliższych stronników. Nie dają oni absolutnie żadnej pewności, że Stany Zjednoczone w ogóle mają jasno wyklarowaną wizję, co dalej z Maduro i Wenezuelą. Militarny sukces za granicą, który w tradycyjnym modelu powinien umocnić prezydenta w kraju, w tym przypadku zawiódł na froncie wewnętrznym. To jest polityczny poślizg.
Czas desperacji: Czy czeka nas chaotyczny odwet?
Ten brak narracyjnego triumfu, uderzający w prezydenta w kluczowym momencie, rodzi obawy o potencjalnie desperackie ruchy mające na celu ratowanie jego wizerunku przed spektakularną porażką. Kiedy politycy tracą grunt pod nogami na krajowym podwórku, często szukają kozłów ofiarnych lub podejmują nieprzemyślane działania na arenie międzynarodowej, by odwrócić uwagę opinii publicznej.
Komentarze samego Trumpa i jego stronników nie dają pewności, że sam Biały Dom ma co do tego jasność.
Jeśli administracja czuje, że traci kontrolę nad tą batalią, istnieje ryzyko eskalacji. Takie chaotyczne manewry mogą dotknąć również naszych sojuszników, w tym państwa europejskie. Polityka zagraniczna, gdy jest podparta wątpliwymi prawnie działaniami i brakiem wewnętrznej zgody, szybko staje się autonomicznym i nieprzewidywalnym elementem sceny globalnej. To, co zaczęło się jako operacja mająca rzekomo przywrócić porządek, może skończyć się globalnym zamieszaniem.