Nowy podatek od paliwa

Nie tylko rząd Rosji traci na niskiej cenie ropy. Nasz też ma mniejsze wpływy i dlatego postanowił temu “zaradzić” Rząd od pierwszego stycznia wprowadził nowy podatek paliwowy. Kosztami tzw. “opłaty zapasowej” zostali obciążenie producenci paliw, ale skutki odczują kierowcy. Nowy podatek prawdopodobnie spowodowoduje wzrost cen paliw w granicach od 4 do 6 groszy na litrze.

Do tej pory, krajowi producenci paliw (np. Orlen) byli zobowiązani do utrzymywania rezerw, które zapewniał nieprzerwaną produkcję przez 76 dni. Obowiązująca zasada została zmieniona. Od tego roku wystarczy, że firmy będą posiadały rezerwę gwarantującą 68-dniową produkcję. W zamian muszą one jednak płacić rządowej Agencji Rezerw Materiałowych (ARM) tzw. “opłatę zapasową”. Jej wysokość będzie uzależniona od ilości posiadanych rezerw.

Wg ekspertów koszty wprowadzenia “opłaty zapasowej” zostaną przerzucone na konsumentów. Podatek może spowodować wzrost cen paliw od 4 do 6 groszy na litrze, choć kierowcy ze względu na spadające ceny ropy, na razie nie powinni tego odczuć. “W drugiej połowie mijającego roku ceny benzyny na polskich stacjach paliw obniżyły się o 91 groszy na litrze.[…] Po nowym roku ceny te nadal powinny spadać” – czytamy na stronie internetowej.

Ropa traci na wartości

Ceny ropy znowu spadają. Baryłka europejskiej ropy Brent kosztowała w poniedziałek niecałe 55 dolarów, to spadek rzędu trzech procent w ciągu dnia. Tak tanio nie było od maja 2009 roku. Zdaniem ekspertów na rynku jest duża podaż ropy. Dziennik „Financial Times” podkreśla, że eksport z Rosji i Iraku osiągnął rekordowe poziomy. Amerykanie wydobywają też ostatnio sporo ropy z łupków, na świecie zapotrzebowanie jest umiarkowane, a dodatkowo ceny obniża silny dolar. Korzystają na tym konsumenci, na przykład kierowcy w Europie, ale dla eksporterów – w tym dla Rosji – to poważny cios finansowy.